Fimbul

Ocenił dnia


Fimbul – recenzja

W mitologii nordyckiej Fimbul, a właściwie Fimbulvinter, to wielka, trzyletnia zima poprzedzająca Ragnarok, koniec świata. Podczas tego momentu z powodu braku lata, plony natury staną się niedostępne dla ludzi, a gdy wszelkie zapasy zaczną się kończyć, rozpocznie się szaleńczy okres walki o przetrwanie. Nastanie wiek topora, wiek miecza i tarcz strzaskanych. Wiek zamieci wilczych, nim świat w przepaść runie…

W ten właśnie etap wierzeń krajów północy postanowili zabrać nas twórcy ze studia Zaxis ze swoją produkcją noszącą tytuł, tak, nie inaczej – Fimbul. Za pośrednictwem kadrów komiksów ze stylizowanym tekstem, odbiorca będzie świadkiem opowieści o zemście, a także historii, w której swój udział będą miały istoty pochodzące wprost ze skandynawskich mitów.

To jednak nie fabuła powoduje, że Fimbul jest tym, czym jest. To tytuł zdecydowanie nastawiony na walkę. I gdy tylko zobaczyłem, że w mechanikę gry wpisano turlanie się, moją pierwszą reakcją było: O nie, znowu ktoś wpadł na pomysł zrobienia kolejnych bieda Soulsów. Na szczęście tak nie jest, a moje zniechęcenie szybko minęło.

Fimbul bowiem ma więcej wspólnego z klasycznymi hack and slashami i wychodzi mu to tylko na dobre. Oczywiście, nie jest to w stu procentach przedstawiciel gatunku h’n’s. Zamiast wciskania do upadłego lewego przycisku myszki i szaleńczego rzucania spelli, sporo tu turlania, biegania po planszy, a walka czasami wymaga np. odwrotu i obejścia przeciwnika od tyłu.

W produkcji studia Zaxis graczom oddano do dyspozycji zaledwie cztery typy uzbrojenia: tarczę, miecz, topór i włócznię. Najczęściej korzystałem z toporka, a zamiast blokować tarczą, wolałem po prostu unikać ciosów. Nie znajdziemy tu też klasycznych spelli, więc co powoduje, że potyczki nie zaczynają po chwili nudzić?

Urozmaiceniem jest tu pasek combo, który nabija się wraz z każdym udanym atakiem. Napełnienie go do określonego stopnia pozwala bohaterowi użyć jednej z kilku umiejętności, w tym – uleczyć się. Twórcy zastosowali tu dosyć ciekawy patent. Im więcej bijemy, tym częściej możemy się leczyć. To jedyny sposób na przywrócenie punktów zdrowia, który świetnie premiuje agresywny styl pasujący do wyobrażeń o dzikich Wikingach. Choć pełnoprawnym Wikingiem mimo wszystko nie sterujemy, gdyż postać gracza jest tak właściwie Duńczykiem.

Oprócz potyczek z pomniejszymi przeciwnikami, autorzy przygotowali również starcia z bossami. Tych jest sporo i z pełnym przekonaniem stwierdzam, że to najfajniejszy element Fimbul. Od zalewających nas falami wrogów, po walki z trollami, na lodowych olbrzymach kończąc. Niby nic wielkiego i większość graczy widziała to w setkach innych gier, to umiejętnie i stopniowo serwowane większego wyzwania sprawia, że gra się w to po prostu przyjemnie.

Ba, ostatnia walka przypominała mi pojedynek z Aresem z pierwszego God of Wara, a to jak najbardziej dobre skojarzenie! Dodatkowo twórcy postanowili trochę urozmaicić zbijanie wielkiego paska zdrowia oponentów, toteż gdy boss ma wykonać swój atak specjalny, możemy go szybko trafić w podświetloną część ciała, np. rękę, by zadać dzięki temu obrażenia krytyczne, a w najlepszym przypadku ten atak przerwać.

Z drobniejszych mechanik warto nadmienić taki fakt, że silniejsze ataki przeciwników na chwilę wytrącają naszą postać z równowagi. Jest to fajny szczegół urealniający zabawę, ale podczas walk z dużymi grupami potrafi być uciążliwy, gdy przeciwnicy wykorzystają naszą lukę w motoryce i zaspamują nas gradem ostrzy.

I o ile bohaterem steruje się na ogół dobrze, tak czasem doskwiera mu dziwny brak responsywności i przejść pomiędzy atakiem i turlaniem, co powoduje, że często w momencie robienia uniku na ostatnią chwilę, przeciwnik i tak zdoła nas trafić, mimo że w każdej innej grze zaliczone to by było jako chybienie. Nie jest to wielkim problemem, gdyż po kilku udanych ciosach i tak możemy się na powrót uleczyć, ale trzeba o tym wspomnieć.

W dzisiejszych czasach jesteśmy przyzwyczajeni do elementów RPG dodawanych do każdego, nawet najmniejszego tytułu. W Fimbul na szczęście lub na nieszczęście, na to nie natrafimy. Nowy sprzęt podnosimy co jakiś czas z pokonanych wrogów, ale nie ma on nawet statystyk do porównania. System rozwoju bohatera jest zaś banalnie prosty i szczątkowy – po pokonaniu każdego trolla zwiększa nam się pasek combo i dostajemy nową, droższą umiejętność.

Fimbul to jednak nie sama walka. Od czasu do czasu przyjdzie nam brać udział w lekko skradankowych etapach, gdzie gramy młodą wersją bohatera. I… ech, są one słabe i kompletnie niepotrzebne. Jedyne, co tam robimy, to unikamy spojrzenia lodowych olbrzymów i odganiamy się pochodnią od wielkich szczurów. Nuda! W paru momentach rozgrywki twórcy wprowadzili też wybory moralne. Nie mają one jednak wielkich konsekwencji oprócz drobnych zmian w dialogach i pewnego elementu podczas końcowej potyczki.

Jakie jest Fimbul, każdy widzi. To pewne, grafika, zapewne ze względów budżetowych, nie stoi tu na najwyższym poziomie. O dziwo niektóre lokacje wyglądają jednak naprawdę ładnie. Choć przyznaję, jakoś mam takie trudne do określenia upodobanie do zimowych scenerii w grach, które miało swój wpływ na odbiór oprawy w produkcji Zaxis. Mimo wszystko sam minimalistyczny styl może się podobać, choć nie jest on oczywiście najwyższych lotów.

Nie tylko w oprawie wizualnej, ale właściwie w każdym elemencie Fimbul czuć taniość. Ma to pewien urok i szczerze przyznaję, że bawiłem się przy tym tytule zadziwiająco dobrze. Niestety, to gra tylko na dwie godziny. Żeby odblokować wszystkie osiągnięcia trzeba ją przejść dwukrotnie, więc licząc z tym, Fimbul może zaoferować grającym maksymalnie cztery godziny zabawy. Problemem jest tu niewspółmierna do zawartości cena ustalona przez autorów. Uwaga, 70 złotych! Za dwugodzinny tytuł! Jednak kto wie, może po którejś większej obniżce będzie to dobry sposób na spędzenie wieczoru?

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Przyjemny system walki
  • Sporo starć z bossami
  • Nawiązania do nordyckich mitów
  • Brak udziwnień pokroju mechaniki Soulsów

Minusy

  • Drobne potknięcia
  • Oprawa graficzna nie jest najwyższych lotów
  • Kolosalnie niewspółmierna cena do zawartości
7

Autor: Robert Chełstowski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch

POLECAMY

Łowcy Trofeów