Battlefield V

Ocenił dnia


Battlefield V – recenzja

Pamiętam zapowiedź Battlefield V jakby to było wczoraj. Jestem ogromnym fanem kampanii i trybów single player w grach, także bardzo ucieszyłem się słysząc, że DICE nie pójdzie w tym samym kierunku co twórcy Call of Duty: Black Ops 4 i w produkcji zagoszczą misje dla jednego gracza. Pomimo tego, wszyscy wiemy, że daniem głównym serwowanym przez każdą odsłonę Battlefield jest rozgrywka online – a i w tym przypadku nie obeszło się bez kontrowersji związanych z planami wprowadzenia trybu battle royale do gry. Cóż, najnowsza odsłona kultowego już cyklu, zaliczyła sporo wpadek i to jeszcze przed premierą. Przesunięto między innymi datę premiery samej gry, a i dowiedzieliśmy się, że sporo trybów, w tym finał kampanii, będzie dostępnych po premierze. Czy Battlefield V pomimo tych wszystkich problemów ma ręce i nogi, czy może jest przedwcześnie wypuszczonym na rynek półproduktem?

Jak to jest z tą kampanią?

Jak już wspominałem, bardzo lubię kampanie i jestem zwolennikiem trybów dla jednego gracza. Naturalnym więc, było dla mnie rozpoczęcie przygody z grą, właśnie od niej. Opowieści wojenne, znane dobrze fanom serii z Battlefield 1, składają się z trzech różnych historii, które poprzedza świetny pod względem narracji prolog. Fenomenalnie wprowadza nas on w klimat II wojny światowej, bowiem długie sceny filmowe przerywają krótkie kawałki rozgrywki, w których wcielimy się w bohaterów z różnych krajów biorących udział w tym wielkim konflikcie. W pierwszej z misji, zatytułowanej „Pod flagą niczyją”, wcielimy się w brytyjskiego młodzieńca – byłego rabusia, który poszedł do więzienia za swoje występki knute razem z ojcem. Porywczy Anglik zostaje jednak wyciągnięty z paki i pod nadzorem doświadczonego oficera, George’a Masona, ma za zadanie dokonać sabotażu na wrogich samolotach. Nie jest to może moja ulubiona misja, lecz ogromną zaletą jest to, jaką gra nam daje tutaj wolność. Możemy skradać się w krzakach i wszystkich po kolei wykańczać nożem, wspinać się na wieże strażnicze i eliminować wrogich żołnierzy po kolei ze snajperki lub spróbować swojego szczęścia wchodząc na teren wroga z karabinem maszynowym i granatem w ręce. Co jest najpiękniejsze – wszystko to, w zależności od umiejętności,  działa i jest skuteczne, więc każdy może grać w najbardziej preferowany przez siebie sposób.

Niektóre ujęcia zapierają dech w piersiach.

Druga misja, „Nordlys”, odbywa się w 1943 roku w Norwegii. Główną bohaterką jest młoda kobieta o imieniu Solveig. Śnieżny klimat jest świetny, a możliwość jazdy na nartach czy konieczność ogrzewania się przy ogniskach aby nie zamarznąć, wywołuje jeszcze więcej emocji. Naszym zadaniem jest pozbycie się ze skandynawskich terenów ciężkiej wody, której chcą użyć Niemcy. Trzecią i na ten moment ostatnią historią jest misja „Tyralierzy”, która fabularnie jest w moim mniemaniu najbardziej interesująca. Akcja dzieje się w roku 1944, a my wcielimy się w żołnierzy kolonii podległych Francji, czyli będziemy walczyć o kraj, w którym nikt z naszych sojuszników nigdy nie był.

Opowieści te się nie łączą i nie tworzą spójnej historii. Każda opowiada o czymś innym, a nasi bohaterowie się ze sobą nie spotkają. Niewątpliwą zaletą są ogromne mapy i rozbudowane lokacje – w każdej jest mnóstwo wież strażniczych, alarmów, pojazdów, zaopatrzenia oraz różnego rodzaju przeciwników. Ci akurat są dosyć inteligentni i na wyższych poziomach trudności potrafią stanowić ogromne wyzwanie.  Co zatem może się nie podobać? Między innymi to, że kampania jest strasznie krótka, a misje powtarzalne. Produkcja oferuje zaledwie trzy opowieści, których przejście zajmuje około trzy godziny. Każda misja trwa mniej więcej 60 minut, więc jeśli chcecie kupić Battlefielda V tylko ze względu na kampanię, lepiej się zastanówcie nad swoim wyborem. Nie znaczy to oczywiście, że jest ona beznadziejna, ale jako danie główne nadaje się naprawdę średnio.

W misji „Nordlys” przyjdzie nam jeździć na nartach. Poza szybszym poruszaniem się, jest to naprawdę świetna rozrywka!

Gra online sprawi, że uśmiech z pewnością pojawi się na waszych twarzach

Kampania może pozostawić pewien niesmak, lecz multiplayer to wynagradza. Najbardziej udaną rozgrywkę sieciową w serii uświadczyłem dotąd w Battlefield 3, lecz „piątka” zajęła już swoje honorowe pierwsze miejsce. Na ten moment w grze dostępne są standardowe tryby, z którymi każdy powinien być już zaznajomiony. Możemy bowiem zagrać między innymi w Podbój, Zespołowy DM, Przełamanie czy Wielkie operacje. W Podboju wygrywa drużyna, która przejmie więcej flag i będzie miała do dyspozycji więcej odrodzeń. Zespołowy DM to standardowy tryb, gdzie gracze dzielą się na dwie drużyny i zwycięża ta z większą ilością zabójstw. Przełamanie to najszybszy tryb w całej grze – po odrodzeniu się od razu możemy dostać kulkę w głowę. Przeciwników jest mnóstwo, a naszym zadaniem jest przełamanie linii wroga, przejęcie jego sektora i bronienie swojego. Wielkie operacje nie sprawiają jednak mniej frajdy. Walka trwa kilka dni i toczy się na różnych mapach, a wyniki konfliktów z poprzednich starć wpływają na ten końcowy.

Walka o przejmowanie flag w Podboju dostarcza więcej emocji, niż może się wydawać.

Różne tryby to jednak tylko tło do fenomenalnej rozgrywki. Naprawdę, dawno gra sieciowa w Battlefieldzie nie była tak dobra. Wprowadzono kilka zmian względem ostatnich części. Podział na cztery klasy – Szturmowca, Medyka, Wsparcia oraz Zwiadowcę pozostał taki sam jak dawniej. Jeśli chodzi o zalety i mocne strony każdej z klas, to nic nie uległo zmianie, lecz świetne jest to, że teraz każda z klas w czteroosobowym zespole może nas podnieść, kiedy zaczniemy się wykrwawiać. Poza tym, każda frakcja ma swojego dowódcę. Ten na swoje konto dostaje punkty zdobyte przez wszystkich członków jego zespołu, które później może wykorzystać, aby pomóc swojej drużynie na polu bitwy. Za zdobyte przez członków frakcji punkty, dowódca może wezwać czołg, zaatakować rakietą JB-2 lub przyzwać zaopatrzenie. Gra zespołowa jest tutaj podstawą do osiągnięcia sukcesu, a indywidualiści nie są już tak skuteczni jak kiedyś. Mi najprzyjemniej grało się klasą Medyka i często nabijałem po tysiące punktów leżąc tylko przy snajperze i co chwilę rzucając mu apteczki, choć jeśli była potrzeba atakowania – wcale nie pozostawałem w tyle.

Wybuchy mają ogromny wpływ na wizję pola bitwy. Dym zależnie od rozmiaru eksplozji może utrzymywać się bardzo długo.

Ciekawą nowością jest również możliwość budowania. Pierwsze co nasuwa się na myśl to schody do chmur, czy podniebne bazy w Fortnite, jednak twórcy nie odpłynęli aż tak bardzo. Każdy z żołnierzy wyposażony jest w młotek, którym może wybudować wokół swojego celu na przykład małą barykadę. Nie stanowi ona największego wyzwania dla wrogiego oddziału, bowiem mały wybuch spowoduje rozpad naszej konstrukcji i smutek na twarzy „architekta”, lecz są sytuacje, w których może nam to pomóc.

Map łącznie jest osiem, lecz co jakiś czas będą dodawane kolejne, i to całkowicie za darmo w ramach standardowych aktualizacji. Lokacje to jeden z większych plusów produkcji – są ogromne, rozbudowane i różnorodne. Bitwy na nich wyglądają całkiem inaczej, dzięki czemu nie poczujemy znużenia lokacjami, a nauczenie się map graniczy z cudem. Przyjdzie nam walczyć praktycznie wszędzie – od miast pełnych ciasnych uliczek z portem, przez zimowe miasteczka i tereny górskie oraz francuskie, pełne pięknej zielonej roślinności miasta, aż po ogromne pustynie. Każda mapa wygląda całkiem inaczej i wymaga innego podejścia do rozgrywki, co robi piorunujące wrażenie. Mimo małej ilości dostępnych lokacji na premierę, nie mogę na to narzekać. Grałem na każdej mapie po kilka razy, a i tak za każdym razem bawię się tak samo świetnie i odkrywam kolejne zakamarki.

Pierwsza gra i już najlepszy oddział – jak tu nie obrosnąć w piórka?

Znacznie ulepszona personalizacja żołnierzy i ich uzbrojenia

W grze wykonując codzienne rozkazy lub zadania specjalne, otrzymujemy specjalną walutę, którą możemy następnie wydać na spersonalizowanie naszych żołnierzy lub uzbrojenia. Nasza kompania dzieli się na Siły Aliantów oraz Siły Osi – w każdej z nich możemy inaczej dostosować wygląd oraz ubiór naszych żołnierza. Do wyboru mamy sporą ilość postaci zarówno męskich, jak i damskich. Ubiorów jest mnóstwo – możemy zmienić takie części garderoby jak nakrycie głowy, tułowia oraz nóg, a także mamy opcje maskowania swojej twarzy. Mały, teoretycznie nic nieznaczący dodatek, ale cieszy opcja personalizacji naszych żołnierzy, a odblokowanie specjalnego elementu garderoby przynosi sporo satysfakcji.

Cóż za piękna młoda dama, no sami spójrzcie!

Każdej klasie możemy także wybrać uzbrojenie – broń podstawową, osobistą, narzędzie do walki wręcz oraz granaty, granatnik czy dodatkowy gadżet, taki jak dynamit czy mina przeciwpancerna. Bronie również mają swoje skórki, które tak samo możemy kupić lub odblokować. Poza tym, możemy zarządzać wyglądem oraz specjalizacjami czołgu oraz samolotu, choć dostosowywanie skórek niestety jest jeszcze niedostępne.

Battlefield V stał się tak zwaną „grą usługą”. Czy to dobry pomysł?

Jak już pisałem wcześniej, na premierę nie ma ogromu zawartości. Czwarta misja fabularna zatytułowana „Ostatni tygrys”, która przedstawi historię z perspektywy nazistów i pozwoli nam pokierować losami dowódcy niemieckiego czołgu, pojawi się dopiero 4 grudnia wraz z Poligonem, a dwa dni później w grze zawita tryb „Teatry wojny”. W przyszłym roku pojawi się także więcej mniej znaczących aktualizacji, które wprowadzą takie rzeczy jak inne nowe tryby czy mapy, jednak oprócz tego w 2019 roku czeka nas update wprowadzający tryb battle royale. Wielka szkoda, że pojawi się dopiero tak późno, lecz mimo to ja nie mogę się tego doczekać. Naprawdę przykro, że Battlefield V na premierę ma tak mało zawartości, lecz Electronic Arts rekompensuje to w taki sposób, że każdy nowy tryb czy mapa będą dostępne w pełni za darmo, w ramach normalnej aktualizacji.

Pojazdy to również bardzo ważna część walk. Kierowanie ogromną, czterokołową maszyną na tak ogromnych lokacjach to czysta przyjemność.

Podsumowanie recenzji Battlefield V

Kampania jest najsłabszym elementem całej gry i przyznaję to z wielkim bólem serca. Multiplayer miażdży tryb dla jednego gracza i nie chce się nawet myślami wracać do Wojennych opowieści. Zaletą gry sieciowej  są wprowadzone drobne zmiany, dzięki którym w końcu bardziej liczy się gra zespołowa, klasy się uzupełniają, a dowódca drużyny może wykorzystać zdobyte przez nią punkty w słuszny sposób i pomóc dzięki temu w bitwie. Dostępne na premierę tryby przynoszą wiele frajdy i przypomniały mi o tym, jak przyjemnie jest zdobywanie flag na mapie grając w 32 osobowych drużynach. Budowanie to świetny dodatek, personalizacja żołnierzy oraz ekwipunku wypada świetnie i można spędzić mnóstwo czasu na wybieraniu spodni dla naszego Zwiadowcy. Mapy są ogromne, różnorodne i piękne – podczas rozgrywki mamy na czym zawiesić oko, a twórcy zadbali o najmniejsze szczegóły w lokacjach. Muzyka jest bardzo klimatyczna i podczas jej słuchania mogą przejść ciarki po plecach.

Ku mojemu zaskoczeniu, gra na zwykłym PlayStation 4 wygląda oszołamiająco. Wątpię, aby produkcje na obecnej generacji mogły wyglądać lepiej. Rozgrywka jest ogromnie satysfakcjonująca i ciężko się oderwać od konsoli. Ocenę całej gry znacznie zaniża skromna zawartość na premierę. Mimo tego, że Battlefield V ma mieć stałe wsparcie przez najbliższe dwa lata, to dołujący jest widok połowy zablokowanych kafelków w menu. Sprawia to, że odłożenie zakupu na przyszły rok, nie jest wcale głupim pomysłem. Pomimo kilku problemów, to kawał dobrej gry i fenomenalny sieciowy shooter, który będzie toczył równy bój z Call of Duty: Black Ops 4 o miano najlepszej gry FPS tego roku.

Grę dostarczył wydawca Electronic Arts Polska

Battlefield V – galeria

 

Recenzja PlayStation 4

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z konsoli PlayStation 4

Plusy

  • Świetny multiplayer
  • Tryby w grze sieciowej dają mnóstwo frajdy
  • Ogromne, rozbudowane lokacje
  • Gra zespołowa przynosi sporo korzyści
  • Możliwość budowania
  • Zapierająca dech w piersiach grafika
  • Klimatyczna muzyka

Minusy

  • Krótka, kiepska kampania
  • Braki w zawartości na premierę
8

Autor: Kacper Cembrowski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz

TWEETS

Red Dead Redemption 2 jest ponownie najlepiej sprzedającą się grą w UK https://t.co/5E0dvNv6lt https://t.co/gcCXBmNly2
Sony zachęca do kupna PlayStation VR pod choinkę https://t.co/cUPWhkm8MM https://t.co/MALRrckVzL

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch