Vikings: Wolves of Midgard

Ocenił dnia


Vikings: Wolves of Midgard – recenzja

„A Ty Smolak zdolny chłopak jesteś, ale leń”, ręka do góry, kto chociaż raz w życiu usłyszał podobne stwierdzenie z ust swojego nauczyciela. Powyższa fraza pałętała mi się po głowie już po kilku pierwszych godzinach spędzonych z Vikings: Wolves of Midgard. Ekipa z Games Farm zrobiła dobrą robotę, jednak grając w ich najnowszą grę, cały czas odnosi się wrażenie, że czegoś brakuje, takiej kropki nad „i”.

Skol!

Gry osadzone w realiach mitologii nordyckiej wyrastają ostatnio jak grzyby po deszczu. Nie ma co się dziwić, gdyż temat dość szeroki i wdzięczny. Bogowie i ich światy, monstra, magia, brutalność, Ragnarok, nieokrzesani wojownicy – wszystko co potrzeba, by bez problemu stworzyć bardzo dobre tło fabularne. Jak jest w przypadku Vikings: Wolves of Midgard? Tak jak już wcześniej wspominałem nie jest źle, ale chciałoby się więcej i ciekawiej. Cała historia zaczyna się od napaści na rodzimą wioskę bohatera/ki (płeć postaci możemy wybrać). Podczas ataku ginie Jarl, a my z odwagą, którą wykazaliśmy się podczas obrony, zostajemy jego następcą i to właśnie na nasze barki spada dokonanie aktu zemsty. W trakcie przygody przemierzymy sporo krain i światów, będziemy walczyć z innymi klanami, wysłannikami cesarstwa rzymskiego i oczywiście z mitycznymi bestiami, które staną na naszej drodze. Szybko w nasze szeregi dołączy wieszczka, która w swoich wizjach przepowiada nam, że tylko Wilczyca z klanu Ulfung jest w stanie powstrzymać nadchodzący Ragnarok, Zmierzch Bogów.

Wszystko brzmi nieźle, jednak w praktyce fabuła nie jest aż tak porywająca, czasem nawet gubiłem wątek i nie wiedziałem kto z kim i dlaczego. Jedno było pewne, trzeba iść naprzód i zrobić kolejną, trochę schematyczną lokację. W odbiorze linii fabularnej z pewnością nie pomógł brak jakichkolwiek zadań pobocznych, każdy krok do przodu to postęp wyłącznie w głównym wątku, a przecież czasem trzeba odpocząć od ratowania świata i pomóc obcemu, rzepę z pola pozbierać czy coś. Kolejnym problemem, który bardzo mnie drażnił była charakterystyka naszej postaci. Ja rozumiem, że Wikingowie to ludzie prości. Stereotypowo jadąc to alkohol, krwawe ofiary, mordowanie i lanie się po mordach. Teksty, które podczas „dialogów” wypowiada nasz bohater to najniższa półka, generalnie nic go nie obchodzi, chce łupić i zabijać. Bardzo czerstwo jak na ratującego świat przywódcę klanu. Za nic nie mogłem się zżyć z postacią, a wręcz byłem poirytowany jej sposobem bycia.

Na braki fabularne można nieco przymknąć oko…

…ze względu na gatunek, z którym mamy do czynienia. Nie mydlmy sobie oczu, action rpg-ów/hack & slash-ów nie odpala się, żeby poprowadzić wysublimowane dialogi. Cel gier z tego gatunku jest jeden – niszczyć wszystko w zasięgu wzroku. W tym aspekcie Vikings: Wolves of Midgard prezentuje się naprawdę dobrze. Szybkość i intensywność rozgrywki jest dobrze zbalansowana, a trup ściele się gęsto. Mamy też kilka ciekawych rozwiązań, jak spowolnienie ruchu podczas przeprawy przez zaspy śnieżne lub wydmy czy podatność postaci na czynniki środowiskowe takie jak zimno, ciepło, toksyczne powietrze. Wikingowie najsłabiej wypadają jeśli chodzi o rozwój postaci i drzewko umiejętności, które jest zbyt pasywne, tym samym nie pozostawiając prawie żadnego pola manewru graczowi. Tworząc postać możemy wybrać jedno z pośród pięciu bóstw będących odpowiednikami klas. Decydując się na opatrzność Lokiego, nasza postać będzie specjalizowała się w walce dwoma broniami jednoręcznymi, a przychylność Skadi jest dla osób preferujących bronie dystansowe. Awansując na kolejne poziomy otrzymujemy punkty, które inwestujemy w podniesienie statystyk i drzewko umiejętności. Naturalnym jest, że najlepszym rozwiązaniem jest trzymanie się pierwszej decyzji i rozwoju w tym kierunku. Niestety, punktów mamy zbyt dużo, a umiejętności jest niewiele, w tym głównie pasywne, dlatego rozwój postaci nie stanowi żadnego wyzwania i jest zbyt jednoznaczny.

Wilki, dziki i gobliny

Gama przeciwników, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć jest satysfakcjonująca. Będziemy walczyć przeciwko drobnym dzikim zwierzętom, uzbrojonym rycerzom jak i gigantycznym, groźnie wyglądającym mitycznym stworom. Każda z plansz zakończona jest starciem z bossem, którzy na ogół nie stanowią większego wyzwania, a najbardziej rozczarowało mnie zbyt proste finałowe starcie. Zdarzyło się też, że jeden z bossów był zbugowany i nie dało się go zranić w normalny sposób. Tego typu małych bugów i gliczów jest więcej, ale z pewnością wiele z nich zostanie naprawionych w kolejnych łatkach.

Zbuduj sobie kuźnię

Podczas naszej przygody, oprócz łupów w postaci złota i przedmiotów będziemy zdobywać surowce takie jak żelazo czy drewno. Są one niezbędne do rozbudowy struktur naszej wypadowej wioski czy tworzenia nowych przedmiotów. Po rozbudowie kuźni, będziemy mogli wytwarzać mocniejszy oręż, a ulepszenie ołtarza ofiarnego jest konieczne do rozwoju postaci. W dość ciekawy sposób prezentuje się system craftingu. W zakładach nie kupimy gotowej broni i czy pancerza. Możemy zlecić jego wykonanie, a statystyki przedmiotów dobrane zostaną losowo. Dzięki temu mamy na co wydawać ciężko zrabowane zasoby. Minusem jest brak możliwości utrafienia w ten sposób jakiegoś epickiego przedmiotu, te zdobywamy wyłącznie jako łup lub nagrodę za ukończenie danej lokacji. Najbardziej wytworne artefakty znajdują się w częściach, zebranie trzech daje nam możliwość stworzenia legendarnego uzbrojenia.

Koniec, co dalej?

Jeśli gra Games Farm spodoba nam się na tyle, że nie poprzestaniemy na jednorazowym jej ukończeniu, to opcji mamy kilka. Możemy kontynuować grę aktualną postacią i ścierać się z mocniejszymi przeciwnikami, mieć wyższe statystyki przedmiotów. Coś na wzór systemu z Diablo II, nowa gra+, czyli trudniejsze wyzwanie. Ze względy na moją lokalizację nie będę oceniał trybu multiplayer, bo nie mogłoby to być w 100% sprawiedliwe. Powiem tylko, że na kilka prób dołączenia do gry, zawsze dostawałem źle dopasowanego levelowo kompana. A jeśli lubimy sobie grać na spokojnie, to możemy po prostu stworzyć nową postać w jednym z czterech dostępnych slotów.

Największą bolączką Vikings: Wolves of Midgard jest…

Zbyt powtarzalna rozgrywka. Jak już wcześniej wspominałem, świat gry podzielony jest na plansze, które nie oferują zbyt wiele. Oprócz głównego celu, czyli dotarcia do areny z bossem, możemy znaleźć trzy ukryte w skrzyniach znajdźki, zniszczyć określoną ilość przedmiotów lub przeciwników. Brak jakiekolwiek odskoczni od tego schematu jest nużący. Gdyby chociaż od czasu do czasu trafiła się jakaś jaskinia lub zadanie poboczne, byłoby znacznie lepiej. Wiadomo, że w grach z tego gatunku schematyczność jest nieunikniona, ale inne tytuły starają się to chociaż w jakiś sposób ukryć.

Oprawa audiowizulana

Graficznie Vikings: Wolves of Midgard prezentuje się naprawdę przyzwoicie. Oczywiście, nie mamy tutaj do czynienia z produkcją wysokobudżetową i to widać na pierwszy rzut oka, ale przecież nikt rewolucji się tutaj nie spodziewał. Wykreowany świat pomimo, że nie jest zbyt szczegółowy, to cieszy oko, a monstra z którymi przyjdzie nam się mierzyć, potrafią zrobić wrażenie. Moją uwagę przyciągnął nieco dziwny sposób poruszania się głównej bohaterki, który później jest mniej widoczny ze względu na pancerz. Wyekwipowany sprzęt znacząco wpływa na wygląd postaci. Za rzecz zbędną uważam jednak zbliżenie kamery i zwolnienie czasu, które czasami pojawiają się podczas ciosu kończącego. Nie są one na tyle ładne ani efektowne, by się nimi delektować. Przerywniki narratora pomiędzy kolejnymi misjami są opatrzone ładnymi grafikami, a anglojęzyczny głos lektora przyjemny. W sferze audio na szczególne wyróżnienie zasługuje klimatyczny motyw z menu głównego, a muzyka słyszana w trakcie gry dobrze podkręca tempo.

Podsumowanie

Vikings: Wolves of Midgard to dobra gra, oferująca pomimo kilku wad rozgrywkę na przyzwoitym poziomie. Lubujący się w gatunku action rpg nie powinni być zawiedzeni, szczególnie gdy wstrzymają się z kupnem do pierwszej obniżki. Pomimo, że tytuł od Games Farm ciągle mieści się w strefie gier indie, to premierowa cena mogła lekko odstraszyć, ale i znacząco zwiększyć oczekiwania względem tytułu. Mój kredyt zaufania w postaci szczerej chęci zagrania w kolejną odsłonę już mają.

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Solidny system walki
  • Świat i fabuła oparta o mitologię nordycką
  • Ciekawy system rozbudowy naszej wioski i craftingu
  • Różnorodność przeciwników

Minusy

  • Brak zadań pobocznych
  • Zbyt schematyczny gameplay
  • Zbyt uproszczone drzewko umiejętności
  • Drobne glicze i bugi
6.5

Autor: Jakub Smolak