The Signal from Tölva

Ocenił dnia


The Signal From Tolva – recenzja

The Signal From Tolva wpadło w moje ręce dość niespodziewanie. Na kilka dni przed premierą aktywowałem klucz, zabierając się do zabawy, nie wiedząc o grze zupełnie nic. Dobrze się złożyło, bo dzięki temu miałem okazję ograć tytuł nie sugerując się obejrzanymi wcześniej trailerami czy zapowiedziami. The Signal From Tolva to trzecia produkcja niezależnego studia Big Robot (Sir, You Are Being Hunted, AVSEQ). Fajnie, że ekipa pracuje, a ich najnowsza produkcja to z pewnością krok do przodu. Jak duży, pokaże przyszłość, ale wierzę, że w końcu wypłyną na szerokie wody i w pełni ukażą drzemiący w nich potencjał.

Gdzieś w odległej galaktyce

Fabuła The Signal From Tolva zogniskowana jest wokół zbadania niepokojącego sygnału, pochodzącego z tytułowej planety. W grze przejmujemy kontrolę nad zaawansowanym robotem i kawałeczek po kawałeczku eksplorujemy kolejne rejony. Skanując napotkane anomalie i artefakty zdobywamy potrzebne informacje, a także technologię pomagającą nam się usprawnić i zaadaptować do panujących warunków. Wyprawa nie jest misją jednoosobową, wraz z ekspansją zasiedlamy planetę kolejnymi dronami, które nie raz wspomogą nas w walce z innymi frakcjami. Jedynym źródłem informacji i postępów są raporty, które niestety nie mają mocy przyciągania i budowania napięcia. Kolejnym sporym minusem jest brak mocnego finału. Przyznaję, że grę ukończyłem przypadkiem i byłem mocno zdziwiony gdy po w sumie standardowej akcji badawczej moim oczom ukazały się napisy końcowe.

Jak wygląda Tolva?

Świat wykreowany przez studio Big Robot niezmiernie przypadł mi do gustu. Zdaję sobie jednak sprawę, że może to być moje osobiste odczucie, więc czuję się zobowiązany do wyjaśnień. Tolva jako planeta nie oferuje nam zbyt zróżnicowanego środowiska czy krajobrazów. Większość miejsc które przyjdzie nam odwiedzić wygląda bardzo podobnie. Uatrakcyjnienie terenu stanowią skały, góry, wraki maszyn czy niszczejące budynki. Większość akcji dzieje się na zewnątrz, zajrzeć możemy jedynie do kilku opuszczonych budynków, pełniących na ogół rolę labiryntów, z których wyście zwieńczone jest nagrodą. Przemierzanie tego świata w korpusie robota sprawiało mi przyjemność nawet pomimo tego, że pomiędzy charakterystycznymi punktami akcji, zaznaczonymi na mapie, nie za dużo się dzieje. Tolva ma jednak w sobie to coś, urok, którego nie potrafię wytłumaczyć.

Cel namierzony

W osiągnięciu zamierzonych celów przeszkadzać będzie nam konkurencja. To właśnie spod panowania innych frakcji będziemy musieli wyzwalać kolejne posterunki i bazy. Wiąże się to z przejmowaniem kontroli w poszczególnych lokacjach. Według zamierzeń twórców dynamiczne walki o terytorium miały być jedną z kluczowych akcji gry. W praktyce wygląda to jednak tak, że zdobyty punkt zostaje nasz, dosłownie dwukrotnie zdarzyło mi się, że przeciwnik odebrał mi kontrolę, i to wyłącznie dlatego, że padłem w boju na krótko po jego przejęciu. Nasz mechaniczny podopieczny wyposażony może być w maksymalnie trzy bronie, powłokę ochronną i umiejętność specjalną. Wśród broni znajdziemy standardowy pistolet, strzelby, a także dalekodystansowe „snajperki”, których używanie sprawia najwięcej frajdy. Jak już wspominałem wcześniej, nowe schematy otrzymujemy za dokonanie kolejnych odkryć, a do ich wykupienia niezbędne jest posiadanie waluty jaką jest surowiec. Zdobywamy ją, zbierając porozrzucane po mapie relikty dawnych cywilizacji czy części maszyn.

Dawaj, z lasera go!

Walki w Tolvie pomimo tego, że nie są spektakularne, to jednak mają swój urok. Na ogół odbywają się w schemacie jeden na kilku, a nasza wytrzymałość jest bardzo zbliżona do przeciwnika. Dlatego ważne jest, by nie stawać w szranki w szczerym polu i starać się wyrządzić jak najwięcej szkód z dystansu. Jedną z dostępnych broni jest urządzenie pozwalające kontrolować zaprzyjaźnione jednostki i tym samym używać ich jako wsparcia. Zdarzają się też sytuacje, w których koledzy sami przyjdą nam z pomocą lub dwie inne frakcje zaczną walczyć, a my musimy wpaść i wykończyć pozostałych. Widok migających kolorowych laserów sprawia przyjemność szczególnie nocą. Oprócz pomniejszych robotów przyjdzie nam rozwalić kilka wieżyczek, latających dronów czy nieco większych tworów przypominających mechaniczne pajęczaki. Zdecydowanie zabrakło mi jakiegoś bossa, który jak to zwykle bywa, pojawiłby się pod koniec podkręcając tym samym kiepskie zakończenie.

Oprawa audiowizualna

Pierwsze upomnienie należy się za optymalizację, która pozostawia sporo do życzenia, jeśli chcemy cieszyć się najwyższymi opcjami graficznymi. The Signal From Tolva wygląda charakterystycznie i klimatycznie, ale pamiętajmy, że jednak jest to gra indie. Na wyróżnienie zasługują efekty jakie obserwujemy po uruchomieniu skanera sygnałów czy wejściu w strefy o nadzwyczajnej aktywności. Całkowita zmiana kolorystyki a także dziwne rzeczy dziejące się z ekranem dodają tajemniczości. Warstwa dźwiękowa nie jest zbyt wyrazista i często podczas przemierzania pustkowii najwyraźniej będziemy słyszeć odgłos mechanicznych kroków. Na żadnym etapie gry nie odczułem jednak, że to minus i warto byłoby to zmienić.

Błędów i gliczy niestety nie udało się uniknąć

Jeśli jesteśmy zbyt ciekawscy i próbujemy wcisnąć się w różne miejsca, to bardzo szybko utkniemy w teksturach. Zdarzają się też sytuacje, że z niewyjaśnionych przyczyn podczas skoku wyrzuci nas dość wysoko w górę. Moją uwagę przyciągnął również system upadków. Spadając z wysokości dostajemy wyraźny komunikat w postaci dźwięku i ruchu obrazu, że ucierpieliśmy, jednak punkty życia pozostają bez zmian. Niektóre z tekstur, jak na przykład rura, którą możecie zobaczyć na poniższym screenie pozbawione są cech fizycznych, można się w nie zanurzyć bez najmniejszego problemu. Jak widzicie jest tego całkiem sporo, ale miejmy nadzieję, że chociaż część zostanie naprawiona ewentualnymi łatkami.

The Signal From Tolva

Jak z pewnością zauważyliście w powyższej recenzji często przewijało się słowo klimatyczny. Tego grze od Big Robots nie można odmówić, kwestia tego czy taki właśnie klimat również wam przypadnie do gustu. Mam nadzieję, że nieco was naprowadziłem z jaką grą mamy do czynienia. Przez około 6 godzin potrzebnych do ukończenia gry ani razu nie poczułem się znużony, więc dobrze, że gra nie została w sztuczny sposób wydłużona.

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Specyficzny klimat
  • Walki na lasery
  • Spokojna eksploracja planety

Minusy

  • Sporo pomniejszych gliczów
  • Kiepskie zakończenie
  • Niezbyt wciągająca fabuła
6.5

Autor: Jakub Smolak

GAMERWEB W TELEFONIE

Informacje o grach PS4, XONE, PC

Gamerweb to portal o grach istniejący od 2014 roku.

Śledź nas za pomocą telefonu lub tabletu. W aplikacji znajdziesz bieżące informacje ze świata gier: recenzje, newsy, zwiastuny, cosplay, zapowiedzi. Piszemy o Nintendo Switch, PlayStation 4, Xbox One, grach PC i wielu innych platformach...

TWEETS

Sofia Boutella u boku Jodie Foster w filmie Hotel Artemis - https://t.co/bjgUNpSDFA
Nowy TV Spot filmu Wonder Woman - https://t.co/A1Dis9glbZ https://t.co/zBjl1P4lUr
Film o Doktorze Dolittle- przesunięta data premiery - https://t.co/Sieyy4bq7y