Styx: Shards of Darkness

Ocenił dnia


Styx: Shards of Darkness – recenzja

Spędzenie kilkunastu godzin z bohaterem gry, zawsze w pewnym stopniu na mnie oddziaływuje. Po gadanych erpegach wydaje mi się, że jestem niezaprzeczalnym mistrzem słowa, po Cywilizacji przywdziewam szaty Napoloena, a po grach z serii Assasin Creed przybieram chód nieustraszonego zabójcy. I chociaż z bohaterm Styx: Shards of Darkness mamy wiele wspólnego już na wstępie – klniemy jak szewc, jesteśmy wredni i niezbyt „wyjściowi”, to na domiar złego zacząłem się jeszcze garbić, bo przecież w tej pozycji najłatwiej jest wtopić się w przyjazny złodziejom cień. Także lepiej sprawdźcie swoje sakiewki.

Gdzie diabeł nie może, tam Styxa pośle

Goblina i jego nadzwyczajne umiejętności mieliśmy już okazję poznać, chociażby podczas pierwszej części jego przygód. Ironiczne poczucie humoru, niewyparzony jęzor i uzależnienie od żywicy to jego główne znaki rozpoznawcze, niemniej jednak nie sposób go nie polubić. Dobrego słowa nie można jednak powiedzieć o innych przewijających się w Styx: Shards of Darkness postaciach. Na naszej drodze napotkamy przerośniętą ludzką wojowniczkę, fanatyczną kapłankę elfów czy potrafiącego zmieniać postać czarodzieja. Wszystkim wymienionym naprawdę daleko od bycia interesującymi. Bardziej przypominają charaktery z książek fantasy szerzej nieznanych autorów, które od wielu lat pokrywają się kurzem na najniższych półkach antykwariatów.

Elfy, ludzie, krasnoludy, gobliny – klasyka

Historia wykreowana przez Cyanide Studio nie przyprawia o wypieki na twarzy i szybsze bicie serca, ale nie jest też zupełnie przewidywalna. Podczas ośmiu misji podzielonych na mniejsze fragmenty, odwiedzimy miasta ludzi i elfów, ukryte pod nimi kopalnie i ruiny, a nawet przelecimy się sterowcem. Oprócz zwykłych robótek zarobkowych, Mistrz Cienia stanie się częścią grubszej intrygi o podłożu politycznym, której ogólny finał nie dla wszystkich okazuje się happy endem. Samo zakończenie lekko mnie rozczarowało, gdyż nie do końca wiadomo jak dokładnie sprawy się potoczyły, ale wydawca tym wygodnym rozwiązaniem zostawił sobie szeroko otwarte drzwi do kolejnej części.

Jak na mistrza przystało

Kraść, zabijać, fałszować, preparować dowody to dla mistrza złodziejskiego fachu chleb powszedni. Wychodząca poza schemat walka z podziemnymi monstrami czy branie udziału w fanatycznych rytuałach dopełniają całość. Mi jednak najbardziej w pamięć zapadła misja przytargania na statek zalanego w trup kapitana, oczywiście z zachowaniem pełnej dyskrecji.

Strażnicy na wydeptanych ścieżkach

Trzon rozgrywki opiera się głównie na skradaniu i cichej eliminacji przeciwników. Mapy zaprojektowane są w taki sposób, by dać nam kilka wariantów drogi do celu. Jednak problemem, z którym borykała się również pierwsza część jest to, że lokacje są zbyt jednoznacznie wykreowane pod głównego bohatera. Dziwne korytarzyki w budynkach czy zawieszone na skałach zaczepy powodują, że wszystko traci na wiarygodności. Najważniejszym czynnikiem, który decyduje jednak o jakości w tym gatunku, jest sztuczna inteligencja przeciwników. W tym aspekcie też przydałyby się zmiany. Nie jest tragicznie, ale zdarzają się sytuacje, w których oprawca patrzy nam prosto w oczy, dalej nas nie dostrzegając. Zdarzają się też momenty komiczne. Jednym z zadań pobocznych jest kradzież cenniejszego od żywicy kwarcu. Mijamy strażników, napychamy kieszenie drogocennym kruszcem i uciekamy. Strażnicy po jakimś czasie orientują się, że faktycznie zostali okradzeni, ale później dochodzą do wniosku, że nie warto nikogo o tym informować ani szukać sprawcy. Czemu? Nie wiem.

Goblin uczy się całe życie

Po każdej ukończonej misji nagradzani jesteśmy punktami, które przeznaczyć możemy na rozwój Styx-a w jednej z pięciu dziedzin. Nie wiąże się to z podjęciem ciężkich decyzji, gdyż punktów zdobywa się sporo i można szaleć jak po pierwszym każdego miesiąca. Jedną z gałęzi drzewka jest crafting, dzięki któremu będziemy mogli wytwarzać ułatwiające grę przedmioty – od zabójczych strzałek, przez mikstury zdrowia, na kwasowych pułapkach, całkowicie rozpuszczających ciała wrogów kończąc. Podobnie jak i w pierwszej części, niektóre akcje możemy wykonać przy pomocy klona. Poświęcając część żywicznej energii tworzymy swoją kopie, której możemy użyć do odwrócenia uwagi, odciągnięcia strażników lub otworzenia drzwi.

Biegnij Styx biegnij!

Styx: Shards of Darkness przypadnie z pewnością do gusty wszystkim, którzy lubują się w wykręcaniu wyników. Za przejścia etapów jesteśmy premiowani w czterech kategoriach: chyżość (błyskawiczne ukończenie); cień (ilość podniesionych alarmów); łaska (ilość zgonów, do których się przyczynimy); złodziej (ilość odnalezionych znajdziek). W zależności od wyniku, dostaniemy złoto, srebro, brąz lub brak rangi. Oczywiście nawet po ukończeniu gry, możecie wrócić i poprawić osiągi.

Styx Shards of Darkness recenzja gry

Ale o co chodzi?

Ciężko powiedzieć czemu tak się stało, ale Styx boryka się również z brakami w logiczności. Podczas jednej misji wyraźnie powiedziane zostało, że nasz ekwipunek będzie czekał przy wyjściu i mamy radzić sobie w samych bokserkach. Mimo wszystko, Styx miał przy sobie swoje mordercze pułapki. Druga sytuacja, która rzuciła mi się w oczy, to fragment w którym najpierw stopniowo schodzimy do legowiska potwora, by go zgładzić. Truchło leży, alarm się podnosi, a misja kończy. W następnej zaczynamy już w swojej bazie. Którędy uciekliśmy? Nie wiadomo, a przecież można było zrobić z tego kolejną atrakcję.

Oprawa audiowizualna

Produkcji wiąż nie można zaliczyć do tytułów AAA, dlatego nie wymagajmy cudów za grube dolary w kwestii grafiki. W stosunku do pierwszej części, mamy więcej różnorodności jeśli chodzi o lokacje, o czym już wspominałem. Nie ma co narzekać. Jest schludnie, porządnie i przede wszystkim klimatycznie. Jeśli chodzi o oprawę audio to należy pamiętać, że mamy do czynienia ze skradanką, czyli wszystko czego powinniśmy słuchać, to kroki strażników i ich rozmowy.

Styx: Shards of Darkness – podsumowanie

Tytuł wydany przez Cyanide Studio nie jest arcydziełem, jest kawałkiem solidnej rzemieślniczej roboty, bawiącej przez kilkanaście godzin. Rozgrywkę wydłużyć można przy pomocy trybu kooperacji. Jeśli przypadł wam do gustu Styx: Master of Shadows, to z ulepszonej kontynuacji z pewnością będziecie zadowoleni.

Recenzja Styx: Shards of Darkness – galeria

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Solidy produkt
  • Ulepszona względem pierwszej części
  • Humor głównego bohatera

Minusy

  • Pozostali bohaterowie
  • Świat za bardzo wykreowany pod Styxa
  • Lekkie braki w logice czy zachowaniu strażników
8

Autor: Jakub Smolak

GAMERWEB W TELEFONIE

Informacje o grach PS4, XONE, PC

Gamerweb to portal o grach istniejący od 2014 roku.

Śledź nas za pomocą telefonu lub tabletu. W aplikacji znajdziesz bieżące informacje ze świata gier: recenzje, newsy, zwiastuny, cosplay, zapowiedzi. Piszemy o Nintendo Switch, PlayStation 4, Xbox One, grach PC i wielu innych platformach...

TWEETS

Full Throttle Remastered - recenzja - https://t.co/Zz7Dsn6Cgw
Poznaliśmy wymagania sprzętowe Prey - https://t.co/JROiYvhYhn
Invert - interesująca łamigłówka już w sprzedaży - https://t.co/gYbfuBJiGC https://t.co/fmOzMM685g