RiME

Ocenił dnia


RiME – recenzja

RiME jest jedną z tych produkcji, które po pierwszej prezentacji określa się mianem – artystycznej, interesującej, ciekawej, oryginalnej. Jednak zachwytom i pozytywnym przymiotnikom towarzyszą zazwyczaj równie liczne obawy. Znamy mnóstwo takich przypadków, choć niektóre z nich kończą się happy endem, jak chociażby The Last Guardian.

RiME po raz pierwszy zostało zaprezentowane w 2013 roku na targach Gamescom. Początkowo miał to być tytuł na wyłączność dla konsoli Xbox One, ale szybko trafił w ręce Sony. Kolejne lata mijały, a o projekcie przypominano dość rzadko. W końcu Sony rozstało się z Tequila Works. To zwiastowało katastrofę, no bo skoro taki wydawca rezygnuje, to z grą musi być nie najlepiej. No, ale z drugiej strony producent PlayStation słynie z głupich decyzji biznesowych, tak więc również porzucenie hiszpańskiej gry, mogło być kolejną z nich. W sierpniu zeszłego roku dowiedzieliśmy się, że ostatecznie wydawcami gry będą Grey Box i Six Foot i tytuł uszczęśliwi graczy na wszystkich wiodących platformach, nawet na Nintendo Switch.

Więc jak to jest z tym RiME? Nie będę owijał w bawełnę i zdradzę swój stosunek do tej produkcji już teraz. Od zapowiedzi była porównywana do wielu świetnych tytułów. Głównie przez styl oprawy graficznej oraz mechanikę. Jednak zapomnijcie o tych wszystkich zestawieniach. Oczywiście są dostrzegalne inspiracje, chociażby Ico, ale gra nie jest ani jego kopią, ani kalką The Last Guardian. To również nie jest nowe Journey, a już na pewno nie jest to multiplatformowa Zelda (choć sama oprawa graficzna rzeczywiście może nasuwać takie skojarzenie). RiME bowiem staje w jednym rzędzie z wyżej wymienionymi produkcjami jako gra, którą w przyszłości będziemy stawiać za wzór, porównując do niej inne tytuły.

W grze kierujemy losami no oko 12-letniego chłopca, którego fale wyrzuciły na brzeg tajemniczej wyspy. To właściwie wszystko co wiemy. Nie ma żadnego wprowadzenia, czy klasycznego, stopniowego budowania narracji. Gra od początku do końca jest bardzo enigmatyczna, a zadaniem gracza jest podążać za znakami dawanymi w przeróżny sposób przez otoczenie i świat gry. Na początku są to świetliste smugi na niebie, a następnie tajemnicza postać w czerwonej pelerynie, czy nasz szczekający lis. Oczywiście to nie jest tak, że twórcy nie chcą nam opowiedzieć jakiejś historii, wręcz przeciwnie poznajemy ją, ale niemal do końca gry wydaje nam się ona bardzo niejasna. Ogólnie brzmi to dość enigmatycznie oraz nieciekawie i prawdopodobnie sam siebie nie przekonałbym powyższym opisem, ale na tym właśnie polega artystyczny kunszt RiME – czasami bardziej liczy się „jak” aniżeli „co” chcesz opowiedzieć.

Rozgrywka opiera się głównie na rozwiązywaniu dość zmyślnych i ciekawie zaprojektowanych, ale jednocześnie niezbyt wymagających zagadek. Twórcy zachowali przyjazną równowagę, z jednej strony puzzle nie są banalne, a z drugiej nie aż tak trudne by zabawa przerodziła się we frustrację. Wiele z nich zachwyca oryginalnością, głównie dzięki zastosowaniu zabawy światłem i cieniami. Niby banał, ale daje sporo możliwości. Zagadki logiczne przeplatają się z elementami zręcznościowymi oraz poszukiwaniami ukrytych przejść bądź też klucza, który umożliwi nam ich otwarcie. Świat RiME jest świetnie zaprojektowany i wręcz zachęca do eksploracji, dlatego liczne znajdźki są dodatkowym atutem gry.

Mechanika RiME jest nieskomplikowana, ale jednocześnie przemyślana. Repertuar ruchów bohatera choć dość skromny, pozwala mu nawet bez inwentarza, świetnie sobie radzić na obcej wyspie. Gra nie posiada HUDa, tak więc wszystko co mamy przed oczami to wyłącznie świat gry. Mały protagonista pomimo wątłej sylwetki może się pochwalić godną podziwy sprawnością fizyczną. Skacze i wspina się jak młody Prince of Persia, a także przenosi lub przesuwa sporej wielkości kamienne elementy. Do tego dochodzą jeszcze zdolności aktywowania magicznych elementów za pomocą głosu. Całość stanowi bardzo fajną mieszankę. Duże wrażenie zrobiło na mnie to jak otoczenie oddziałuje na sposób poruszania się młodziana. Chłopiec inaczej się porusza biegnąc po plaży, inaczej po płytkiej wodzie, wysokiej trawie, czy biegnąc pod górkę lub z niej zbiegając. Ogólnie sama fizyka ruchów jest bardzo szczegółowa i realistyczna i bezbłędnie oddaje charakterystyczny dla dziecka sposób poruszania się.

Przejdźmy teraz do tego, co czyni z RiME grę wyjątkową, czyli jej świat. Od pierwszych minut gry kusi on i zachęca do eksploracji. A czy mogę pójść tam? A czy mogę pływać? A czy mogę nurkować? Aż chce się wszystkiego spróbować i pomimo mijających godzin nie sposób się tym uniwersum znudzić. Głównie dlatego, że jest ono bardzo różnorodne i zanim zdążymy nacieszyć oczy jednym otoczeniem, nagle znajdujemy się w innym równie interesującym środowisku. Zwiedzamy więc piękne pomniki przyrody, świetnie zachowane ruiny obcej cywilizacji, krypty czy też tętniące życiem dno oceanu, eksplorując przy tym zatopione miasto. Choć grę trudno nazwać sadboxem, to jednak lokacje są sporych rozmiarów i sprawiają wrażenie otwartych. Kryje się w nich wiele ścieżek prowadzących do przeróżnych skarbów, jak chociażby nowy strój dla bohatera, czy też innego typu łupy mające niewielki wpływ na rozgrywkę, ale dodające swoje trzy grosze do fabuły. Jednak bez obaw, bez ich odkrycia, poradzimy sobie ze zrozumieniem zakończenia gry.

Zachwycając się różnorodnym i bogatym światem RiME, trzeba wspomnieć o oprawie graficznej. Kreskówkowa, pełna żywych barw stylistka produkcji dodaje grze bajkowego uroku i mistycyzmu. Całość doprawiona została wysokiej jakości efektami świetlnymi oraz cyklem dnia i nocy. No i nie można zapomnieć o muzyce, która wspaniale buduje klimat i nie ustępuje w tej materii największym artystycznym produkcjom.

Przy okazji premier gier, w których podczas procesu produkcji dochodziło do różnych perturbacji, zawsze ma się obawę, czy produkt jest odpowiednio dopracowany. RiME od strony technicznej wygląda bardzo przyzwoicie. Gra nie wydaje się robiona na siłę i pomimo że nie jest to tytuł na jeden wieczór – co oczywiście jest jego dużym atutem, nie mamy z upływem czasu odczucia, że już tu byliśmy lub coś podobnego robiliśmy. Podczas przechodzenia gry nie natrafiłem na jakiekolwiek poważne, czy rzucające się w oczy bugi. Nie jest jednak zupełnie idealnie. Animacja na PlayStation 4 potrafi szarpnąć, zwłaszcza w drugiej połowie gry. Co ciekawe problemy z płynnością są chwilowe i nie występują one w momentach, w których przesadnie dużo się dzieje. Myślę, że w ciągu pierwszych tygodni od premiery problemy z gubieniem klatek zostaną naprawione.

Gra hiszpańskiego studia nie jest jakoś specjalnie odkrywcza, czy unikalna w swojej mechanice. Wiele elementów rozgrywki zostało stworzonych pod wyraźnym wpływem inspiracji produkcjami Fumito Uedy, ale czy jest w tym coś złego? Jeśli się wzorować, to na najlepszych. Twórcom udało się zaszczepić RiME własną tożsamość, własny unikalny styl i charakter. Bawiłem się świetnie i ani przez moment nie nawiedziło mnie uczucie, że gdzieś już to widziałem, ponieważ obcowałem z przedstawicielem gatunku najwyższej klasy. RiME to wspaniała przygoda i artystyczna uczta dla gracza. Pozycja obowiązkowa, w którą koniecznie musicie zagrać.

Recenzja RiME – galeria

Recenzja PlayStation 4

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z konsoli PlayStation 4

Plusy

  • Bogaty oraz różnorodny świat i jego klimat
  • Prosta historia z morałem, bez pseudoartystycznego zadęcia
  • Mechanika
  • Ciekawe zagadki
  • Oprawa graficzna
  • Satysfakcjonująca długość rozgrywki

Minusy

  • Spadki płynności animacji
  • Sporadyczne problemy z pracą kamery
9

Autor: Kamil Kościelniak