Dead by Daylight

Ocenił dnia


Dead by Daylight – recenzja

Taka mała ciekawostka. W Azji wakacje są sezonem horrorów. W krajach takich jak Korea wierzy się, ze dobre straszydło pozwala nam radzić sobie z upałem. Ludzie wierzą w to, że horrorki na serio mrożą krew w żyłach. Wspominam o tym dlatego, że zrobiło się ciepło i na rynku pokazał się kolejny straszak. Czy Dead by Daylight to śmieć, którego istnienie jest obrazą dla graczy konsolowych?

Dead by Daylight to kolejna asymetryczna gra online, gdzie jedna postać wciela się w potwora podczas gdy reszta steruje ludzikami. W przeciwieństwie do Evolve, to potwór poluje na pozostałych graczy. Zabawa sprowadza się do tego, że grający ludźmi mają za zadanie odpalić kilka generatorów, które odblokują im wyjście. Potwór musi zabić ludzi. KONIEC. Normalnie pisałbym coś o taktyce, różnicach pomiędzy poszczególnymi bohaterami i potworami, albo wrzucił akapit na temat systemu rozwoju postaci. Nie będę tego robił bo szkoda miejsca na pisanie o tak żałosnej produkcji jak konsolowa wersja Dead by Daylight.

Z tego powodu kilka słów na temat mechaniki gry odnosi się do pecetowej wersji gry, którą można kupić na Steam. Czwórka bohaterów, którzy mają za zadanie uciec musi skradać się po mapie tak by nie zaalarmować gracza wcielającego się w potwora. Osoby te obserwują akcję z perspektywy trzeciej osoby, co pozwala na lepsze widzenie potencjalnego zagrożenia. Mordercy grają z pierwszoosobowej perspektywy i korzystają z broni i pułapek by wykańczać ludzi. Zabawa jest więc pojedynkiem bezbronnych z łowcą.

Koncepcja jest bardzo prosta i potencjalnie może sprawić nam wiele frajdy. Dużo jednak zależy od samych graczy. Wynika to z tego, że granie potworem jest znacznie ciekawsze i fajniejsze od uciekania. Biegamy z jakąś maczetą lub piłą spalinową i odgrywamy nasze ulubione scenki z horrorów. Czy potrzeba nam do szczęścia a czegoś więcej?

Wcielanie się w ocalałych wymaga kooperacji i dobrego zgrania zespołu. Trzeba wiedzieć kiedy pomagać kompanom i kiedy rozpraszać naszego wroga. Dobrze będziemy się bawić tylko wtedy, gdy każdy wypełnia swoja rolę. Łatwo się domyślić, że granie z randomami może przynosić różne rezultaty.

Wspomnę jeszcze, że do powracania do gry ma zachęcać nas system levelowania postaci, gdzie odblokowujemy nowe przedmioty, skille i ulepszenia wykorzystywane podczas gry. Całość opiera się jednak na nieustannym zagrożeniu, gdyż ocalali w momencie śmierci tracą na zawsze zabrane ze sobą przedmioty. To tworzy atmosferę prawdziwego lęku o życie cyfrowego ludka.

Tyle informacji na temat pecetowej wersji gry w zupełności wystarczy. Teraz przejdę do nieszczęsnej wersji gry przeznaczonej na PlayStation 4.

Muszę powiedzieć, że jestem w szoku. Wiedziałem mniej więcej czego spodziewać się po Dead by Daylight. Miałem okazję pograć trochę w pecetową wersję tytułu. Liczyłem więc na przeciętną/słabą multiplayerową gierkę, która przy odpowiednim towarzystwie może sprawić odrobinę frajdy. Nie wyobrażałem sobie jednego z najbardziej leniwych potów wydanych w przeciągu ostatnich kilku lat. Co sprawia, że mam ochotę nazwać ten tytuł żartem?

Na pierwszy plan wysuwa się kwestia DLC. Dead by Daylight w swojej oryginalnej formie nie grzeszy ilością contentu. Kilka mapek i kilka postaci ma zapewnić nam wiele godzin gry. Oczywiście tak nie jest i gierka wypada biednie. Z tego powodu PC otrzymało trochę DLC, w tym postać Michaela Myersa z cyklu Halloween. Patent ten miał jeszcze większy sens bo na rynku pojawiła się podobna gra – Friday the 13th. Prawie taka sama tematyka i rozgrywka sprawiły, że obie produkcje trudno od siebie odróżnić. Argumentem na rzecz Piątku Trzynastego była obecność legendy horrorów – Jasona. Dead by Daylight otrzymało swoją legendę. Niestety postać ta nie jest dostępna na konsolach.  Jaki był sens wydawać tytuł bez tego DLC w momencie premiery Friday the 13th ? Mam na ten temat pewną tezę. Friday okazało się klapą zjechaną przez recenzentów. Twórcy Dead postanowili zbić na tym kapitał i wydać gierkę, która na PC była całkiem sporym sukcesem. Nie było jednak czasu na pozyskanie licencji na Myersa, więc wypluto gierkę bez niego. Kiedy mówię wypluto mam na myśli kompletne zlanie graczy. Inaczej nie da się wytłumaczyć faktu, ze twórcom nie chciało się nawet poświęcić 5 minut by dostosować interfejs do padów. Zamiast normalnych menu i opcji, mamy emulowanie myszki za pomocą gałki analogowej. WTF!! Dodajmy do tego bugi uniemożliwiające granie online, w grze gdzie jest tylko tryb online i mamy crapa. Nienawidzę, gdy twórcy gier/wydawcy nie traktują graczy poważnie.  Z tego powodu w ramach totalnego braku szacunku do gry planowałem zastąpić tą recenzję nagraniem z odgłosami pierdzenia. Opamiętałem się jednak i postanowiłem docenić czas i pracę jaki włożono w stworzenie komputerowej wersji gry Dead by Daylight. Przyznam też, że po jakimś tygodniu udało się naprawić część problemów z trybem online. Zakładam jednak, ze populacja graczy ucierpiała na zaistniałej sytuacji.

W każdym razie Dead by Daylight na PS4 jest żałosnym portem bardzo przeciętnej pecetowej gierki online. Zdecydowanie odradzam zakup tego szmelcu. Jeśli ktoś szuka gierki online z potworkami i elementem kooperacji, to lepiej brać Killing Floor 2, które jest aktualnie dostępne w PS+.

Recenzja PlayStation 4

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z konsoli PlayStation 4

Plusy

  • Zabawa jako morderca
  • Wbrew wszystkiemu czasem można się dobrze bawić

Minusy

  • Tandetny port
  • Problemy z multiplayerem
  • Bugi
3

Autor: Tomek Piotrowski