Day of Infamy

Ocenił dnia


Day of Infamy – recenzja

Kilka tygodni temu przedstawiałem wam wrażenia z wersji early access Day of Infamy – gry, która była kiedyś modem do ciepło przyjętego Insurgency. Jako, że byłem bardzo zadowolony z tej ostatniej produkcji, tak więc śledziłem informacje na jej temat, brałem udział w becie, a później właśnie w wersji wczesnego dostępu. Day of Infamy, który garściami czerpał również z kultowego Day of Defeat – jest świetnym przykładem na to, że można zrobić moda do moda, który naśladuje jeszcze innego moda. I że jeszcze da się to tak ze sobą sklecić, że otrzymujemy dobry produkt, na którego można wyłożyć trochę grosza.

W Day of Infamy wracamy do okresu II Wojny Światowej – obecnie można to uznać za powrót trendu, gdyż mamy do czynienia z wieloma nowymi produkcjami, które już wyszły chociażby we wczesnym dostępie (Days of War) lub są na horyzoncie (Battalion 1944, Enlisted). Ba, nawet mówi się, że nowe Call of Duty ma wrócić do korzeni. New World Interactive, twórcy gry, oddali nam do dyspozycji zachodni front – powalczymy więc Aliantami lub Niemcami. Szkoda, że nie pokuszono się o dołączenie do gry Japończyków oraz Sowietów.

W grze znajdziemy kilka opcji multiplayerowych, walkę z botami oraz trzy tryby kooperacyjne. Moim skromnym zdaniem najciekawszy jest Liberation, w którym walka toczy się o trzy punkty kontrolne – zajęcie punktu kontrolnego powoduje dodanie 1 dodatkowej fali odrodzeń. Gra wymusza na nas „szanowanie” życia. Nie zabrakło w Day of Infamy trybów, w której jedna z drużyn się broni, a druga atakuje. Tam również mamy do czynienia z „szachami”. Zwłaszcza, gdy dodamy do tego specjalizację każdego żołnierza.Po wybraniu strony konfliktu musimy wybrać jakąś profesje – ich dostępność jest limitowana, dlatego nasza drużyna nie może składać się z samych snajperów. Oprócz zwykłych szturmowców i snajperów, nie zabrakło miejsca dla inżynierów, oficerów, miotaczy ognia itd. Najważniejsi w całej układance wydają się być oficerowie, gdyż mogą wzywać naloty bombowe poprzez radio, a te noszą tylko odpowiedni specjaliści.

To co wyróżnia Day of Infamy na tle innych strzelanek to minimalizm – brak konkretnego HUDa z mini-mapą, brak (najczęściej) informacji o tym, że kogoś zabiliśmy. Wystarczy nam jedynie informacja o stanie zajętych punktów, bądź odrodzeń, ilość magazynków, a także czas do zakończenia rundy. Jeśli więc zostaniecie na mapie sami, to nie macie nawet pojęcia ilu przeciwników należy wybić. Rzucisz granat do pomieszczenia? Może kogoś zabiłeś, może nie – może zaraz Cię okrążą i będzie po Tobie?

I to jest w Day of Infamy najlepsze – brak wielu rzeczy, które mogą rozkojarzyć gracza lub niepotrzebnie upraszczać rozgrywkę.  Jeśli chcesz podnieść broń z ziemi – nic nie stoi na przeszkodzie, ale należy jednak pamiętać – parę strzałów i trzeba znaleźć nową pukawkę, wszak nie masz więcej magazynków. Takie drobnostki, ale pozwalają na zdecydowanie lepsze wczucie się w klimat. Akcja chociaż toczy się powoli, pozwala doceniać każdego fraga czy udaną akcję – są one często na wagę zwycięstwa. Szkoda tylko, że nie każdy chce współpracować, ale na pewno odsetek graczy myślących o teamworku jest większy niż w bardziej znanych przedstawicielach gatunku.

Day of Infamy ma niezłe, klimatyczne lokacje – chociaż część jest wzięta i przerobiona z kultowego Day of Defeat. Autorów wypada pochwalić za organizowanie map contestów i za wsparcie do modów (wytłumaczenie na końcu recenzji). Na pewno oprawa graficzna powinna być zdecydowanie lepsza – gra, tak jak Insurgency korzysta z silnika Source. Dobrze chociaż, że kolejna produkcja studia New World – Insurgency: Sandstorm – będzie już działać na Unreal Engine 4. Szkoda też, że nie pokuszono się o zrobienie kampanii dla jednego gracza, ale może lepiej skupić się w pełni na trybie dla wielu graczy, niż potraktować singla po macoszemu i stworzyć na szybko jakiegoś bubla.

Day of Infamy to udana produkcja, której brakuje lepszej oprawy graficznej, ale niczego więcej raczej nie można jej zarzucić. Jest to solidna produkcja dla fanów taktycznego podejścia w strzelankach – jeśli ktoś lubił Insurgency, Day of Infamy polubi również.

Do Day of Infamy, jak wcześniej do Insurgency, powstają kolejne mody. Jednym z ciekawszych projektów jest Born to Kill: Vietnam. Brakuje dobrych pozycji o wojnie w Wietnamie, więc być może Born to Kill będzie kolejnym modem, który stanie się pełnoprawną grą? Niewykluczone. Mod jest ciągle aktualizowany, lokacje są naprawdę dobrze wykonane…a gra się w to tak jak w Day of Infamy, czyli świetnie.

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • ciekawe tryby rozgrywki
  • minimalizm
  • wsparcie dla modów

Minusy

  • średnia oprawa graficzna
  • mała ilość stron konfliktu
8

Autor: Kasjan Nowak