Do premiery Syberii 3 coraz bliżej, więc my… wracamy do części pierwszej!

Sprawdziłem czy Syberia po latach od premiery, wciąż czaruje swoim klimatem.

| | Przeczytasz w 6 min.

Belgijski rysownik Benoît Sokal swoją przygodę z grami rozpoczął od współpracy z francuską firmą Microïds. Efektem tej kooperacji była wydana w 1999 roku gra przygodowa pod tytułem Amerzone: Testament odkrywcy. W skrócie można powiedzieć, że Amerzone było tytułem bardzo podobnym do kultowego już wtedy Mysta. Gra Sokala charakteryzowała się między innymi świetną jak na tamte czasy oprawą graficzną. Pomimo ciepłego przyjęcia tejże produkcji, to jednak nie ona zapewniła twórcy wielką sławę w środowisku graczy. Do tego przyczyniło się już kolejne jego dzieło – Syberia.

Ten wydany w roku 2002 tytuł jest dzisiaj jednym z flagowych przedstawicieli gier przygodowych. Dla mnie – jednym z najlepszych. I chociaż w kwestii mechaniki nic odkrywczego o niej nie można napisać, bo jest to zwyczajna gra z gatunku point & click,  to Syberia wybija się na innym polu. Produkcja Benoîta Sokala jest przede wszystkim tym typem gry, w który gramy dla opowieści i atmosfery. A te są naprawdę bardzo dobre. W tym przekonaniu utwierdziłem się niedawno, kiedy po raz kolejny zasiadłem do przechodzenia tej produkcji. Nie musiałem przy tym nawet odkurzać swojego zasłużonego pudełka, bo grę pobrałem prosto ze Steama.

W Syberii wcielamy się w młodą nowojorską prawniczkę – Kate Walker. Została ona wysłana przez swoją korporację do Europy w celu sfinalizowania transakcji sprzedaży osławionej w świecie gry fabryki zabawek i automatów Voralbergów. Przybywając do miejscowości Valadilene, Kate akurat trafia na pogrzeb. Okazuje się, że niedawno zmarła osoba to Anna Voralberg, ostatnia dziedziczka fabryki. Podczas przemierzania pięknego miasteczka w Alpach Francuskich, bohaterka poznaje mroczne strony miejscowej historii. Brat Anny, Hans, uważany za nieżyjącego od lat, tak naprawdę żyje i mieszka gdzieś na odległej i mroźnej Syberii.

Kate Walker postanawia udać się na poszukiwanie spadkobiercy. Przy pomocy Oskara (będącego myślącym automatem stworzonym przez wybitny umysł Voralberga) i zmechanizowanego pociągu, Kate udaje się w podróż przez pół Europy. W podróż z Zachodu na Wschód, na której przyjdzie odwiedzić jej niesamowite lokacje, stopniowo poznawać przeszłość Hansa Voralberga, jego motywy, charakter, osobowość i opinie innych ludzi na jego temat. Zwykła wyprawa w celu sfinalizowania umowy szybko zmienia się w wielką przygodę, która wewnętrznie może zmienić również samą bohaterkę.

Być może nie brzmi to jakoś genialnie, a ktoś mógłby powiedzieć, że nawet wydaje się to dosyć pospolite. Z racji spoilerów pominąłem oczywiście sporo ciekawych wątków. W ramach ciekawostki wspomnę tylko, że w Syberii pojawiają się również nawiązania do Amerzone. Jednak wracając… gra od belgijskiego rysownika nabiera rozmachu i zaczyna się coraz bardziej podobać wraz z postępem opowieści. Każda kolejna stacja podczas podróży Kate to zupełnie inna, unikalna lokacja, w której poznajemy coraz to ciekawsze i bardziej zawiłe wątki.

Syberia nie miałaby własnej tożsamości bez postaci w niej występujących. Maszynista Oskar będący automatem od razu zaskarbił sobie moją sympatię. Podobnie jest z innymi bohaterami, którzy mają bardzo atrakcyjnie zarysowane osobowości. Przykładem może być tu jeden z moich ulubieńców, czyli wiecznie pijany żołnierz byłego ZSRR, którego marzenia o podboju kosmosu zakończyły się wraz z dogorywającą zimną wojną. Świetnie wykreowanym postaciom, dorównują projekty lokacji,  ale te już polecam poznać w pełni samemu.

Produkcja od Benoîta Sokala cechuje się również obłędnym wręcz nastrojem. Surrealistyczne, w niektórych momentach postsowieckie klimaty zmieszane ze stylistyką zabawek Voralbergów, to naprawdę dobra mieszanka, która oczaruje odbiorcę. Dopełnia tego muzyka, której choć nie jest wiele, to towarzyszy nam w najważniejszych momentach historii. Oprawa audio z Syberii jest dla mnie jedną z ładniejszych ścieżek dźwiękowych w historii gier. Pewnie brzmi to aż nazbyt optymistycznie. Cóż… nic na to nie poradzę, ale produkcja ta jak podobała mi się przed laty, tak podoba mi się i dzisiaj.

Pamiętam, że ileś lat temu grając po raz pierwszy w Syberię, zagadki sprawiały mi problemy. Teraz, zważywszy na nabyte doświadczenie i fakt ogrywania tej gry po raz któryś z kolei, takowych nie doświadczyłem. Mimo tego sądzę, że Syberia zmusi do myślenia osoby, które będą chciały zagrać w nią po raz pierwszy. Warto zaznaczyć, że na szczęście mało jest tu typowo macgyverowskich łamigłówek. Sporadycznie się zdarzają, jednak w pierwszej Syberii dominują zagadki wymagające logicznego pomyślunku, niźli zdobywania kluczy za pomocą gumowych kaczek.

Nie myślcie sobie, że Syberia nie ma wad. Co to, to nie! Pomijając gameplayowe zgryzoty związane z wolnym chodem bohaterki i koniecznością przemierzania setek schodów, to Syberia… się zestarzała. Aż przykro to mówić, bo dawniej zachwycała grafiką i projektami lokacji. Nie zrozumcie mnie źle, one dalej są bardzo ładne! Problemy wynikają jednak z braku dostosowania jej do nowszych systemów. Nawet wersja steamowska takowych usprawnień nie posiada.

Powoduje to, że w Syberii nie można zmienić rozdzielczości i musimy grać w naprawdę małej rozdziałce. Niby da się do tego bez problemu przyzwyczaić, ale o fakcie wspomnieć należy. Oprócz tego występują tutaj błędy i glitche graficzne powiązane ze złym wyświetlaniem tekstur i modeli. Czasami telefon wyjęty przez bohaterkę potrafi się zmienić w nieokreśloną zbieraninę wielokątów. Chociaż miałem lekki niesmak, to byłem w stanie to bez problemu przełknąć. Pytanie jednak, czy podobnie będzie również z innymi graczami? Zwłaszcza tymi, którzy będą sięgać po Syberię po raz pierwszy.

Napomknąć jeszcze wypada o polonizacji. Słuchając jej po latach przypomniałem sobie o jej wielu niedoróbkach. Momentami słuchanie zakrawa wręcz o koszmar. A to wszystko za sprawą takich bolączek, jak: sztuczność, przejaskrawione aktorstwo, czy brak dopasowania głosów do postaci. Co ciekawe, zdarzają się nawet drobne problemy z napisami. Dla przykładu gdzieś tam przemknął mi dialog z błędem. Tak narzekam, ale będąc szczerym, to ja ten dubbing mimo technicznych niedoskonałości nawet lubię. I szczerze nie wyobrażam sobie grać  w Syberię w innym języku.

Mimo problemów związanych z archaicznością oprawy graficznej bądź kłującej w uszy polonizacji, Syberia dalej pozostaje świetną grą i godną polecenia. Bo na te elementy można przymknąć oko, a fabuła, atmosfera i doznania z niej płynące są unikalne. I to dla nich warto zagrać. Zwłaszcza przed premierą trzeciej części. Jeśli ktoś nie miał jeszcze okazji poznać historii od Benoîta Sokala i studia Microïds, to gorąco do tego zachęcam. Osoba będąca fanem gier przygodowych nie powinna się zawieść. A weteranom polecam jeszcze raz przypomnieć sobie ten tytuł. Nie jest zbyt długi, więc nie zajmie wam dużo czasu, a być może jego odświeżenie okaże się pomocne przed przystąpieniem do trzeciej części.

A jeśli o tym mowa, to zaglądajcie do nas. Już za jakiś czas w ramach cyklu Klasycznie, jeszcze przed premierą Syberii 3, przypomnimy część drugą.