Konkurs!!! Do wygrania Shadow Warrior 2, Space Hulk: Deathwing i nie tylko

| @kamilgamerweb | | Przeczytasz w 1 min.

Dawno nie mieliśmy na naszej stronie konkursu, ale wychodzimy z założenia, że jak już coś robić to porządnie. Tak też czynimy i do rozdania mamy kilka ciekawych tytułów na PC w tym nagrodę główną w postaci pudełkowej edycji Shadow Warrior 2 (nasza recenzja) oraz klucz Steam do gry Space Hulk: Deathwing (nasza recenzja) i kilka mniejszych niespodzianek.

Shadow Warrior 2 to świetna zeszłoroczna produkcja i duży sukces twórców z Flying Wild Hog oraz polskiego wydawcy, firmy Techland. By wziąć udział w konkursie musicie napisać (komentarz na stronie bądź na naszym Facebooku), jaka jest wasza ulubiona gra wyprodukowana lub wydana przez Techland. Oczywiście będzie nam miło jeśli przymilicie się trochę do nas, tak więc lajkujcie, obserwujcie, subskrybujcie.

Wśród osób, które wezmą udział w konkursie, zostanie wylosowany  zwycięzca, który otrzyma pudełkową wersję Shadow Warrior 2 na PC. Jedną osobę nagrodzimy kluczem do gry Space Hulk: Deathwing∗ i rozdamy kilka niespodzianek.

Powodzenia!!!

[Wynik konkursu

Regulamin konkursu:

  • Giveaway trwa do 21.02.2017 r.
  • Spośród osób biorących udział w konkursie wylosowanych zostanie dwóch laureatów.
  • Aby wziąć udział w losowaniu należy napisać o ulubionej według siebie grze wyprodukowanej, bądź wydanej przez Techland.
  • Przy wpisywaniu komentarza należy posłużyć się aktualnym adresem e-mail, gdyż na niego będzie wysyłana nagroda.
  • Biorąc udział w losowaniu, wyrażasz zgodę na wykorzystanie w celach informacyjnych swojego imienia oraz adresu e-mail.
  • Zwycięzca przed wysłaniem nagrody zostanie zweryfikowany pod względem spełnienia warunków konkursu.
∗ Informujemy, że w razie problemów z aktywacją produktu, nagroda może zostać wymieniona na klucz do innej produkcji.  

  • Paweł Grzegorczyk

    Bardzo dobrze wspominam Call of Juarez: Więzy Krwi. Gierka w 2009 roku zrobiła na mnie ogromne wrażenia i aż wierzyć mi się nie chciało, że to polska produkcja. Ostatnio do niej w wróciłem i muszą przyznać, że wciąż daje rade. Niezła fabułą, fajny pomysł z pojedynkami. Wiadomo grafa się mocno zestarzała, ale tego nie sposób uniknąć.

  • Rafał Kniewski

    X-pand rally, ilosci godzin i wypadnięć z zakrętów w tej grze nawet nie mam co liczyć, kierownica która na tamte czasy kosztowała majątek dziś wygląda wręcz śmiesznie (i dalej stoi spakowana w foliowy worek w piwnicy) ale sprawiała ogromną frajdę :)
    Teraz niestety wszędzie są DLC i season passy nawet w scigałkach :(
    A do tego te spotkania z kolegami i bicie własnych rekordów oraz prowadzenie statystyk turniejowych w szkolnym zeszycie :)

  • Michał Dziak

    Moją ulubioną grą wydaną przez techland było dead island riptide. Jest to gra dająca niesamowite możliwości customizacji bronii, ogromną frajdę z eksploracji, a co najważniejsze zawiera ogromne ilości czystej rozpierduchy i ćwiertowania zombie.

  • Grzesiek

    Najlepsza gra Techlandu bylo Dying Light. Odstresowuje skutecznie i ciagle wracam do tej produkcji.

  • Maniek

    Perełeczką pomiędzy Dying Light a Dead Island jest Call of Juarez (pomijając The Cartel). Moją ulubioną grą wyprodukowaną przez Techland jest CoJ: Gunslinger. Trochę się obawiałem że gra będzie średnia po wcześniejszej części, lecz się miło zaskoczyłem.
    Gra wciąga opowieścią o kolejnych rewolwerowcach Dzikiego Zachodu z którymi przyjdzie nam się mierzyć: Jessie James, Kid Curry, bracia Daltonowie, Butch Cassidy i Sundance Kid, jest też Billy Kid. Lecz nie będę recenzował gry i streszczał fabuły…
    W tej grze jest wszystko co dobre było w westernach – farmy pełne zwierząt, kopalnie złota, napady na bank, napad na pociąg, Indianie , a także dla spostrzegawczych – co ciekawe motyw z Dobry, Zły i Brzydki! Puszczenie oczka dla miłośników westernu, to lubię!
    Gra zaskakuje graficznie – jest piękna. Cel shading nadał tej grze fenomenalnego uroku, co mnie ujęło od pierwszego wejrzenia. Zawsze spoglądałem na ładne strumienie, góry czy kaniony.
    Dodano jako szukanie sekretów talie kart w każdym rozdziale gry, a każda taka karta to opis prawdziwej historii z Dzikiego Zachodu (o znanych rewolwerowcach, miejscach, itp).
    Gra jest tak wciągająca że ukończyłem ją na wszystkich poziomach trudności (czyli x3). S
    Oczywiście nadmienię także o klasycznych westernowych pojedynkach, które bardzo lubiłem i przyznam się, że tworzyły fajne napięcie. Czekam na kolejną część z serii Call of Juarez, jeśli Techland oczywiście ma coś takiego w planach :)

  • Patryk Brakoniecki

    Pierwszą i najlepszą grą o jakiej pomyślałem było Dying Light. Najlepsza fabuła, świat, dialogi, dobrze napisane postacie. Cenie DL nad Witcherem 3cim. Dodatkowym plusem jest idealna mechanika parkour, brakuje mi tego w Assasinach. System walki, jedyną wadą w moich oczach jest szybkość psucia broni ;/
    Papi66@vp.pl

  • TOM3K

    Witam. Jeśli chodzi o grę wydaną przez Techland to patrząc po recenzjach i gameplayach niezwykle epicko zapowiada się właśnie gra Shadow Warrior 2, a jeszcze nie miałem okazji w nią zagrać ale to ją właśnie wskazałbym jako ulubioną. Zafascynowała ona mnie do tego stopnia, że w mojej wyobraźni stworzyłem niejako nową postać w niej występującą, która łączyłaby cechy w sumie wszystkich postaci występujących w tej grze czyli ludzi, demonów i mechów. Byłaby to swego rodzaju broń, która byłaby niejako nową postacią w tej grze. I właśnie taka postać narodziła się w mojej wyobraźni. .. baaaa co chwilę z resztą powstają w niej nowe… co prawda wyimaginowane… ale mój umysł je tworzy na pęczki :) a chcecie jedną poznać ? Proszę bardzo oto i ona. Widzę ją w sumie nadal… ale czy oczami wyobraźni?… czy to tak na prawdę postać… to jak wspomniałem także i broń… ba, to wszystko w jednym! Jest to majestatyczny robot, maszyna z krwi i kości chciałoby się rzec, ale zaraz, zaraz… na jego szczycie jest pusta kopuła, błyszcząca w słońcu niczym ostatni błysk w oku swojej ofiary, a zamiast górnych kończyn, z jednej strony znajduje się jakiś otwór rurowy, a z drugiej działo! To jej dwie bronie. Ten otwór niczym odkurzacz to dezintegrator mózgozwęglaczowy, a ta kopuła niczym hełm to zbiornik na wyssane tkanki… tak, tak, na tkanki mózgowe swoich ofiar i teraz uwaga !!! Opcje są dwie w zależności od zapotrzebowania – albo tkanki zostają przerobione na paliwo psychosoniczne… napędza ono samą machinę i służy także jako paliwo do lasera plazmowego, czyli wspomnianego działa. Albo w innym przypadku tkanki lądują codziennie do wspomnianej kopuły wzbogacając za każdym razem i rozwijając intelektualnie tą maszynę… Tylko najgorsze jak natrafi się na tkanki jakiegoś nieuka czy niedorajdy ;) no cóż… wyobraźcie sobie, że widzę tą machinę teraz przed sobą… na razie kopuła jest chwilowo pusta… dopiero świta… ale dlaczego ja ciągle ją widzę?… dlaczego jest pusta?… aha… no tak… jest ranek, stoję przed lustrem i ruszam jak co dzień w krainę kolejnej pogoni… otchłań już czeka… ofiary także :) Pozdrawiam serdecznie. TOM3K

  • Sebastian Niedrich

    Zdecydowanie Dying Light, Jest to świetna produkcja która przykuła mnie do monitora , chyba ostatnio tyle przesiedziałem przy Fallout 2 ;) Świetną rzeczą jest również noc w której rozgrywka zmienia się nie do poznania i pojawia się ogromny dreszczyk emocji ;)

  • Kraju

    W pierwsze Call of Juarez zagrałem dopiero przy okazji, gdy gra została dołączona do jednego z popularnych we wczesnych latach ubiegłej dekady czasopisma o grach. Podział na strzelankę i skradankę był dla mnie o tyle uciążliwy, że nie umiałem i nadal nie umiem porządnie się skradać, przez co, gdy etapy akcji przechodziłem bez większego zająknięcia, tak gdy trzeba było odłożyć rewolwer (i biblię), i gra zaczęła wymagać ode mnie cichego przemykania między kolejnymi przeciwnikami, to poległem na całej linii. Do dzisiaj Call of Juarez jest grą przeze mnie nieukończoną. Ale marka w pewien sposób do mnie przemówiła i już w 2009 roku zamówiłem pre-order edycji Kolekcjonerskiej Call of Juarez: Więzy Krwi. Kampanię łącznie przeszedłem 5 czy 6 razy (sam już nie pamiętam dokładnie), za każdym razem bawiąc się równie dobrze. Co tak przyciągało mnie do historii Raya i Thomasa McCallów? Przede wszystkim kampania wyjęta rodem z Call of Duty 4: Modern Warfare, tylko zamiast konfliktu na bliskim wschodzie, mogłem zostać uczestnikiem jednej z walk Unii z Konfederacją na amerykańskiej ziemi. Techlandowi idealnie udało się zaprezentować rozmach działań znanych z ówczesnych gier akcji, przy wykorzystaniu bądź co bądź mało zaawansowanych technologicznie broni z tamtego okresu. Każdy kto choć raz doszedł do etapu z gatlingiem wie o czym pisze. Ale Więzy Krwi to także mokry sen każdego fana weesternów z Johnnym Waynem czy Clintem Eastwoodem. Niezależnie czy wybraliśmy znanego z poprzedniej części rewolwerowca Raya, czy też posługującym się finezyjnym łukiem Thomasem, mogliśmy poczuć się jak prawdziwy kowboj na Dzikim Zachodzie. Tym bardziej, że w grze nie brakowało pojedynków jeden na jednego w samo południe, które dodawały ogromnych emocji podczas przechodzenia kampanii. Do tego wszystkie przepiękna, niemal fotorealistyczna grafika oraz jeszcze lepszy, wciąż idealnie brzmiący soundtrack. Z samą grą mam pewien sentyment, nie tylko dlatego, że to jedna z moich ulubionych strzelanin ever, ale była to pierwsza recenzowana przeze mnie gra, która doczekała się liczącej 5 stron tekstu. Było to dla mnie takie małe osiągnięcie, a że o grze mogłem pisać godzinami, wychwalając ją pod niebiosa, to nic dziwnego, że recenzja zajęła aż tyle miejsca.

  • bartek sarzyniak

    Najlepiej mi się grało w Dead Island, często do niej wracałem i zawsze spędzałam przed nią dużo czasu

  • Krzysiek Ryś

    Powiedziałbym, że Więzy Krwi. Doskonale pamiętam czas tej premiery, eh… Było się wtedy gówniarzem, a w szkole zamiast zwracać uwagę na lekcje, rozprawiało się o grach :) WK pochłonąłem w jedno popołudnie. Pewnie, nie było to szczególnie trudne bo przejście na normalu zajmowało jakieś 5-6 godzin? Ale niech mnie gęś kopnie w rzyć, jakaż to była gra! Wyważona, z wartką akcją, interesującą fabułą i z jakimże świetnym klimatem! I ta muzyka Pawła Blaszczaka… Ah. Wspomnienia.

  • Szczepan Parchimowicz

    Najnowsza część Call of Juarez Gunslinger. Po raz pierwszy widziałem taki sposób opowiadania fabuły, który stawiał gracza jako bohatera wspomnień, a jak wiadomo wspomnienia mogą nie być zgodne z prawdą, można się pomylić, itd Poza tym sam sposób rozgrywki, system pojedynków i fabuła wydały mi się ciekawe i godny zapamiętania, dlatego to jest moja ulubioną grą Techlandu.

  • inssajdor

    Jako wielki fan westernów zakochałem się ponad dekadę temu w pierwszym Call of Juarez i to uczucie wciąż jest żywe. Fakt, że ta gra pochodziła z kraju nad Wisłą potęgował jeszcze moje emocje związane z tą produkcją. Do dziś pamiętam pierwsze rozdziały opowieści o Ray’u i Bill’u. Aż się łezka w oku kręci. No i mogłem wtedy poczuć się jak Clint Eastwood likwidując bandziorów, jednego po drugim. Chyba już czas odpalić grę po raz kolejny.

  • Defner

    Za to moją ulubioną grą od Techlandu jest… Chrome! Przeszedłem ją z 3 razy, pierwszy raz zagrałem w nią w wieku bodajże 8 lat. Było to wtedy jeszcze demo które przechodziłem po kilka razy – pierwsza misja i te dinozaury (ach zapomniane dema :D), zakupione w CD-Action (takie kartonowe opakowanie z 4 płytami – wraz z fantastycznym Quake 2). Dopiero po czasie dostałem możliwość zagrania w pełną wersję. Z tego co słyszałem, gra za granicą niestety nie spotkała się z dobrym przyjęciem.
    Chrome posiadał:
    – wielkie mapy oraz ciekawy klimat (dżungla+połączona z Sci-Fi),
    – bogaty ekwipunek – nie możemy ze sobą tachać wszystkiego, przed misją wybieramy potrzebne przedmioty
    – system wszczepów, wspomagających działania gracza
    – jak na tamte czasy, to nie najgorszą grafikę. Silnik Chrome 1 dawał tutaj radę.
    – pojazdy i kroczący mechy, którymi można kierować
    – polski dubbing
    – goście z kolorowymi irokezami i przenośne radia z muzyką :)

    Można go w sumie nazwać polskim Crysisem/Far Cry’iem. Wydaje mi się też, że twórcy inspirowali się Deus Ex’em. No niestety nie ukazała się druga część, ani Warhound (który też się świetnie zapowiadał). Ale Chroma dobrze wspominam :)

  • Mateusz Gałycz

    Dying Light – Najlepsza gra o Zombie i Przetrwaniu a to wszystko w jednej oprawie co nam przygotował Techland Polskie studio.
    W szybkim tempie poznajemy biegacza piękną kobietę o imieniu Jade „Skorpion” Algemir która ratuje nas w środku miasta opanowanym przez Zombie gdzie zostaliśmy zrzuceni z samolotu a nawet zostajemy ugryzieni sprawy się komplikują.
    Świat Harran mamy podzielony na dwa tryby dzielą się na dzienny w którym poruszamy się swobodnie i poszukujemy zdobycze w bezpiecznym miejscu. Nocą czeka nas wyzwanie z hordą Zombie i przetrwanie z krwistymi Przemieńcami. Techland kierował się filmem Jestem Legendą gdzie wystąpił Will Smith.
    Aby przetrwać mamy do dyspozycji drzewko umiejętności ulepszamy naszą postać i naszą broń białą i palną tak jak było z Dead Island.
    Nowością jest system poruszania się zwanym Parkour gdzie mogliśmy już zobaczyć w Mirrors Edge,doznaje realistyczne poruszanie się po dachach ze swobodną kamerą.
    Oprawę Graficzną napędza nowy silnik graficzny Chrome Engine 6 dysponujący świetną optymalizacją i z nowymi możliwościami Nvidia gdzie dodało różne opcje graficzne pełniąc grafikę bardziej realistyczną.
    Polski Dubbing jest dobrze wyrównany co stanowi dla naszych uszy słyszalny co za tym dźwięk stoi na wysokim poziomie bez zastrzeżeń.
    Grę mogę polecić każdemu kto lubi Świat Żywych Trupów fanom Dead Island i nie tylko a także tym co lubią przetrwać sami z Hordą Zombie w Nocy,jest to moja ulubiona Polska gra od Techlandu.

  • Łukasz Maj

    Chociaż tematyka zombi przejadła mi się już bardzo, to dałem szansę grze Dying Light i muszę powiedzieć że się nie zawiodłem. Fakt że częściowo przypomina mi rozgrywkę z Assasinów, jednak jest to coś nowego. Nie można się przy niej nudzić i wciąga na długie godziny. Polecam każdemu kto chciałby się odstresować ubijając tabuny zombiaków.

  • Krzyś Kozakiewicz

    X-pand rally xtreme pack (wiem ze to raczej paczka niż gra ale jednak na jednej płycie). Spędziłem przy niej co najmniej pół roku w kółko ścigając się po tych samych trasach, ale z innymi ustawieniami, co nigdy mi się nie znudziło. Co więcej grałem też z kolegą w tryb „współpracy” (ja siedziałem tyłem do ekranu, a on mi mówił co mam robić). Udawaliśmy, że to kurz mi zasłania drogę, a on jest moim pilotem. To były czasy…

  • Rob3rTT

    Call of Juarez : Gunslinger

  • Krzysztof Szewczyk

    Moje ulubione gry od Techland. Trainz Simulator 12 oraz Joe Danger Mega Pack. Od zawsze lubiłem te buchające parą, ogromne pociągi, przemierzające, setki kilometrów, aby przewieźć pasażerów lub ładunek. Ojciec mój był modelarzem i posiadał w swojej kolekcji kolejki znanych marek takich jak PIKO, Rocco czy Märklin. Do dziś wspominam kiedy to w przedpokoju stała makieta, a pośrodku tych wszystkich domków, torów, rozjazdów i kolejek siedziałem ja. Coś wspaniałego. Czasy się zmieniły i teraz możemy takie rzeczy tylko wspominać. Mamy za to takie wspaniałe produkcje od Techlandu jak Trainz Simulator 12. Dzięki temu możemy te wszystkie wspomnienia przeżyć ponownie, a nawet więcej. Możemy sami sterować ogromnymi lokomotywami, zarówno tymi elektrycznymi jaki i powrócić do tamtej epoki parowozów. Jak dla mnie to wspaniały tytuł, a każde następne wydanie staje się coraz to lepsze, zarówno graficznie jak i realistyczniejsze. Z kolei mój syn woli coś na kształt kultowej Elastomanii. Sam pamiętam jak na lekcjach informatyki w szkole podstawowej zagrywałem się w ten tytuł godzinami ;) Postanowiłem nabyć Joe Danger Mega Pack, który synowi sprawia ogromną frajdę. Cały czas coś się dzieje, te kolory i rozgrywka oraz liczne bonusy sprawiają, że syn się nie nudzi i nie zawraca ojcu głowy podczas kierowania ogromnym składem zmierzającym właśnie do pobliskiej huty ;) Oba tytuły są godne polecenia, chodź posiadają już kilka ładnych latek na karku. Trainz Simulator 12 oraz Joe Danger Mega Pack to dla Nas numery 1!!!

  • Dawid

    Dead Island, pierwsza gra jaką miałem od techlanda którą zapamiętałem, według mnie najlepsza!

  • Michał Mikosza

    Ehh… Techland, tyle dobrych gier przez tak wiele lat. Cudowny Dead Island, całe dni spędzone na przyczajaniu się i staniu w jednym miejscu, bo człowiek bał się, że go coś zaraz zje. Call of Juarez, grałem tylko w pierwszą część (epicka) i Gunslinger (gorąco polecam) i nie żałuje ani jednej minuty. Ale moją najbardziej ulubioną pozycją jest Dying Light, poruszanie się w tej grze mnie urzekło, niech się Assassin’s Creed schowa, nawet teraz wracam do tej gry, tylko po to aby sobie pobiegać po dachach :)

  • ZbysiekB

    Mojom ulubionom grom od Techlandu jest oczywiście Dying Light. Gra jest super i nie trzeba chyba podawać jej zalet. Każdy fan gier musi ją znać

  • SvJuren

    Moją ulubioną grą od Techlanda jest Dirt 4, kupiłem sobie ją miesiąc temu i dalej ciupie w nią całe dnie :D Znajomi namawiali mnie, żebym kupił sobie gta 5, ale zostałem przy dirt 4 i nie żałuje. Ta gra, aż tak mi się podoba, że kupiłem sobie specjalnie do niej kierownice, z którą miałem parę problemów ale support mi pomógł. Tak! Support mi pomógł :D Sam w to nie wierzyłem, bo najczęściej odpowiadają, żebym zainstalować grę od nowa itp.
    Na prawdę polecam Dirta 4 <3

  • Jakub Nosecki

    Na początku miałem dylemat miedzy dwiema grami. Oczywiście jedną z nich było Dying Light, któremu oprócz tego, że osiągnęło wielki międzynarodowy sukces, można było bez wahania dać stempel z napisem AAA. Jednakże po zastanowieniu byłem już pewien, że moją ulubioną grą Techlandu, choć to żaden wielki hit, jest Chrome. Taka decyzja wynika poniekąd z tego, że jest to pierwsza gra na ich autorskim silniku Chrome Engine (stąd nazwa gry). Tym samym, który rozwijany przez te wszystkie lata dał nam Dying Light. Pamiętam jak dorwałem tą grę po raz pierwszy. Jak na tamte lata grafika cieszyła oko a mechanika gry była niczego sobie. Jednakże największym atutem Chrome były chyba te ogromne przestrzenie, które można było przejść wzdłuż i wszerz. Ogrom przestrzeni, która co ważne nie była pusta. Każdy centymetr powierzchni poziomu był doskonale zagospodarowany. Niesamowicie ucieszyłem się, kiedy w niestety niedoszłym Chrome 2 zapowiedzieli, że przestrzeń będzie jeszcze większa a po mapie będą szwendać się mechy wielkie jak moby z Shadow of the Collossus. Moim zdaniem Chrome ukształtował drogę w jakim podążał CE. DL jest spadkobiercą dziedzictwa Chrome i dlatego znajduje się niżej w mojej hierarchii.

  • Dawid Jonienc

    Najlepszą grą studia Techland według mnie jest Dead Island. Gra miała swoją premierę w 2011 roku i cechowała się niesamowicie wysoką jakością grafiki jak i bardzo dobrą optymalizacją. Posiadała ona duży, rozbudowany i ciekawy świat, co pozwalało graczowi na uwolnienie swojej wyobraźni i robienie na cokolwiek miał tylko ochotę, a to wszystko w ulubionym przez graczy nurcie – tematyka zombie.

  • Varax

    ulubioną grą jest nihilumbra oraz knock knock

  • Marcin

    Chrome… ile ja się zagrywałem w ta grę. Grafika na najwyzszym poziomie, nawet teraz nie odstrasza. No i system wszczepow. Przyszłosc dziejąca sie w dzungli. Koniecznosc planowania i odpowiedniego dobrania broni do misji. Niby prosty FPS ale z duza iloscia możliwosci. Szkoda ze nie był kontynuowany

  • Damian

    Moją ulubioną grą było call of juarez: wiezy krwi. Urzekła mnie pamietam wtedy fabuła tejże produkcji.

  • tomek46921

    Call of Juarez

  • nagelfar

    Hmmm, nie wiem czemu, ale zniknął mój komentarz, który dodałem kilka godzin temu…
    No nic, spróbuję ponownie.

    Ja do dziś wspominam z rozrzewnieniem „Crime Cities”, jedną z pierwszych, czy nawet pierwszą z gier Techlandu. Po tym jak CD Action sprezentowało czytelnikom pełnego „Unreal’a” (szok totalny w tamtych czasach!) i dzięki czemu miałem potężną motywację, żeby spędzić wakacje przy zbiorze truskawek, malin itp. i za zaoszczędzone i uciułane pieniądze kupić kartę graficzną, która mogła pociągnąć tę grę (było to chyba Voodoo 4), mogłem zagrać także w „Crime Cities”, bo CD Action kolejny raz zrobiło wielką niespodziankę swoim czytelnikom i także wydało ją na płytkach CD dołączanych do numeru.
    Pamiętam, jak niezwykłym przeżyciem było zanurzyć się w mgliste kaniony futurystycznego miasta. Padający deszcz, różnobarwne neony reklam, potężne wieżowce z setkami okien i powietrzne trasy, po których poruszało się mrowie różnych innych latających pojazdów: autobusów szkolnych, ciężarówek, limuzyn itp. To chyba była moja pierwsza gra, w której w jednej chwili można było zobaczyć tyle oznak „miejskiego życia SF”, w tamtych czasach aż zapierało to dech w piersi.
    No i oczywiście to, co było w grze najważniejsze – pościgi za latającymi gangsterami, walka między ścianami drapaczy chmur, barwne wystrzały z działek laserowych i rakiet oraz potężne wybuchy trafionych przeciwników, których pojazdy spadały w zamgloną otchłań. A potem ucieczka przed kumplami zestrzelonego lub przed patrolami policji. Nagroda za wykonanie zadania i zakup lepszych osłon do mojego pojazdu albo mocniejszej broni na kolejną misję.
    Chociaż sterowało się dość trudno i nie zawsze było można opanować zachowanie latającej fury, to jednak tamto wrażenie swobodnego poruszania się po ogromnym mieście z przyszłości było bardzo podniecające, świetnie pamiętam je do dziś.
    Niestety, nigdy nie udało mi się przejść całej gry (wszystkich misji było kilkadziesiąt), ale powracałem do niej kilka ładnych razy, a płytki mocno odczuły częsty pobyt w napędzie CD. Czasami zastanawiałem się też, dlaczego Techland nie zrobił później kontynuacji tej gry – ja bardzo chętnie znów wypuściłbym się latającym wehikułem na powietrzne zmagania w jakichś kolejnych „Miastach Zbrodni”.

  • Jakub Harendarz

    Ja wręcz mile wspominam Call of Juarez Gunslinger grę wydaną 21 maja 2013 roku. Z tego względu, że gra miała powrót do Dzikiego Zachodu i świetną narrację (Bohater opowiadający o swoim życiu przez które gracz przechodził) jak i miała swoje momenty humoru na przykład przed graczem z nieba pojawia się drabina a bohater opowiada ze nagle ujrzał drabinę której wcześniej nie widział :D
    Pojedynki były wręcz cudowne gdzie trzeba było skupić się na rywalu jak i dobrze się przygotować na wyciągnięcie rewolwera nawet można było wykonywać uniki podczas pojedynku aby nie dostać kulką w pierś jeszcze podobała mi się mechanika gry gdzie przed śmiercią dostawaliśmy możliwość uniknięcia pocisku wroga akcja niczym w Matrixie xD
    Jeszcze muzyka była rewelacyjna i szczególnie podobało mi się piosenka którą aktor grający głównego bohatera śpiewał „Ohh Death”
    Dobrze pamiętam rozwój postaci gdzie za punkty doświadczenia czy tam punktów umiejętności Silas Graves (w końcu przypomniałem sobie imię Bohatera gry) mógł się nauczyć nowych sztuczek na przykład zniszczenie laski dynamitu która jest w locie albo bardzo szybkie przeładowanie rewolwerów oczywiście nadal pamiętam gdzie mogliśmy odblokowywać złote malowanie na broń (jak zabijać to z wielką klasą) no i mogliśmy dokonać ulepszenia Ostatniej szansy gdzie po uniknięciu pocisku Silas mógł oddać strzał w osobnika który myślał że zabije łowcę nagród
    Gra jeszcze mnie zaskoczyła pod koniec gdzie mogliśmy zdecydować czy zemścimy się za śmierć naszej rodziny albo odpuścimy osobie która zabiła naszą rodzinę bo w końcu nasz bohater zabił wiele istnień aby znaleźć mordercę rodziny

    Nadal pamiętam kiedy się oczyściło teren z bandytów to bohater dmuchał w lufy rewolwerów albo dźwięki pocisków które trafiały w otoczenie brzmiały jak wzięte z filmów lat 60-80 :)

  • Tapsel

    Jedyna słuszna odpowiedź, to bez zaskoczenia Dying Light. Świetna gra, która uzykała uznanie na całym świecie, każdy może w niej znaleźć coś dla siebie :)

  • Hubi Szubi

    Oczywiście Dying Light forever love. Gra ma niepowtarzalny klimat postapo-zombie. Fabuła zapiera dech w piersi, a dodatek The Following po prostu majstersztyk! Zarówno Harran jak i Wieś to pełne zakątków, wspaniale dopracowane lokacje, które zajmą miejsce w moim serduszku na zawsze.

  • Karol Janiga

    Trudny wybór….. wszystkie gry od Techland są super :P Ale do mojego serca najbardziej trafił Dying Light

  • Koczyk Koczyk Adrian

    W mojej skromnej opinii najmiodniejszą grą wyprodukowaną przez Techland jest Dying Light :) Przez świetny feeling naparzania zombiaków, świetny parkour, pomysł, żeby ten skostniały motyw trochę posłodzić i świetne rozszerzenie. Warte swojej ceny. Wybiegnę trochę w przyszłość. Uważam, że kolejną produkcją najbardziej wartą uwagi będzie dystrubułowany przez Techland, nowiutenki Torment. Panowie to strzał w dziesiątkę :)

  • raistand

    Dwie gry. „Pet Racer” i „Pet Soccer” :) Obie dawały mnóstwo frajdy mi i dzieciakom.

  • Rafał

    Dead Island. Gdyby nie DI, nie byłoby Dying Light i prawdopodobnie nie byłoby takiego Techlandu jakiego znamy. Swietna pozycja. Piękny świat warty zapamiętania. Mechanizm „losowości broni” rodem z Borderlands, przedłużający żywotność tytułu. Do tego naprawdę świetnie zrobiony coop – wszystko to ma Dead Island.

  • Szymon Kędziora

    Uwielbiam gry z serii Call of Juarez. Szczególnie The Gunslinger. Podobało mi się jak gra potrafiła się zmienić pod wpływem odświerzonych wspomnień Silasa. Nie wspominając o rozwoju postaci. Po prostu cudo

  • Keicam02

    Żadna inna gra nie zainteresowała mnie tak jak Dying Light. Nie żaden CS:GO, Call of duty czy assassin’s creed – Dying Light, chyba jedyna produkcja, w której poczułem potęgę otwartego świata. Dzięki parkourowi poczułem to, co jedynie próbują zaoferować inni twórcy gier – wolność, która pozwala poczuć swobodę i brak ograniczeń w formie skakania po dachach budynków Harran. Jednocześnie jednak (żeby nie było za nudno) Techland dodał MAŁE utrudnienie – tysiące zombi na ulicach, w budynkach i w każdy innym miejscu czekających na nasze najmniejsze potknięcie w jednym celu – by w momencie gdy się najmniej się tego spodziewamy rzucić się na nas całą hordą, a wtedy to już tylko od gracza zależy czyja krew się poleje. W takich starciach przydać może się każdy z wielu przedmiotów, który nie każdy uznałaby za broń – możemy walczyć zarówno klasycznymi siekierami, strzelbami i kijami do baseball’a jak i sierpami, rurkami czy nawet nogami od stołów. Na terenie miasta jest też ukrytych wiele niespodziewanie skutecznych przedmiotów: miecz EXPcalibur lub korek maczeta to tylko dwa z wielu naprawdę ciekawych easter eggów, których warto poszukać. Jednak nawet gdy jest się świetnie wyposażonym, w Harran należy być zawsze ostrożnym, szczególnie po zachodzie, bo wtedy walka jest najgorszym pomysłem, jaki może przyjść do głowy. O tej porze dnia bowiem budzą się najokropniejsze kreatury, które siłą, szybkością [a może nawet i sprytem:)] przewyższają nawet ludzi. Również powolne i niezdarne zombiaki spotykane za dnia w nocy zyskują nowe, groźniejsze oblicze. Wtedy jedynym wyjściem jest biec, biec i biec…
    Podsumowując:
    – duży otwarty świat
    – bogaty asortyment broni
    – ciekawe easter eggi
    – wciągająca rozgrywka, różna w dzień i w nocy
    – po prostu świetna gra 10/10:)
    No mam nadzieję, że dostanę od was shadow warriora 2 – muszę porównać gdzie jest lepsza rzeź;)
    crazol0403@gmail.com

  • Adam

    Moją ulubioną grą jest praktycznie cała seria Shadow Warrior.

  • green kiler

    Co prawda nie grałem we wszystkie gry ale jeśli miałbym wybierać w tych w które grałem to „Dead Island”

  • Piotr Nowak

    Najlepszą produkcją studia Techland z jaką miałem do czynienia jest Dying Light. Chodź przyznam że pierwszy kontakt z grą był co najmniej średni. Pierwsze misje typu idź tam, podnieś to i zanieś tam wywołały bardzo negatywne uczucie i tylko jedno zdanie „Naprawdę to ma być ten hit? No proszę Was!”. Twórcy tak przygotowują rozgrywkę aby ten pierwszy kontakt z gra był czymś wyjątkowy, czymś co nie pozwoli graczowi się od niej oderwać i wywołać chęć ciągłego grania, poznawania historii i samego świata gry. A tu otrzymaliśmy totalną nudę. Wiadomo że trzeba jakoś wprowadzić w grę, pokazać sterowanie i jakoś rozpocząć historię. A tu nuda goniła nudę, ciężko było się przyzwyczaić do tego co widziałem na ekranie. Natomiast to co zaoferował Harran kiedy już mogliśmy go zwiedzić było niesamowite. Sama wielkość miasta jest imponująca, ilość mieszkań do których można wejść, dachów na które możemy się wspiąć jest porażająca. Z każdą kolejną ulicą był co raz większy zachwyt. I ta duma że polak potrafi i to jeszcze jak! Projektanci spisali się wspaniałe. Wielki miasto, przepięknie wyglądające nabrzeże, fawele, kościoły i tunele. Sama eksploracja dawał mnóstwo frajdy i chęć zbadania każdego zakątka gdzie nas jeszcze nie było. Parkur wywołał poczucie wolność, każdy dach, gzyms należał do nas. Wszystko zostało tak zaprojektowane że tylko od nas zależało jak dostaniemy się w dane miejsce. Coś pięknego. Przeogromna mnogość zadań nie pozwala nam się ani przez chwilę nudzić tylko cały czas gnać przed siebie. Kolejny dach, kolejny gzyms, kolejny skok. Zbieractwo, przejmowanie rzutów, ratowanie ludzi, misje poboczne i główne a to wszystko z pomysłem i na najwyższym poziomie. Do tego wszystkiego jeszcze dochodzi tryb kooperacji. Zabawa z trójką znajomych dostarcza niesamowitej frajdy. Wspólne walki z zombi, ucieczki przed nimi, wspinaczka, dostarczają mnóstwo zabawy. Techland nigdy wcześniej nie zrobił tak dobrej gry. Zarówno dla samotnych wilków jak i zabawy ze znajomymi. Wspólna eksploracja Harran to największa zaleta tej gry. Do tego jeszcze świetny sposób rozwoju postaci. Każdy kolejny etap jest ważny i potrzebny. Z każdą kolejną godziną gra co raz bardziej przekonuje do siebie aż w końcu następuje moment euforii. Przestajemy liczyć czas spędzony w grze, liczy się tylko kolejna misja, kolejna lokacja, kolejna „znajdźka”. Dying Light jest zdecydowanie najlepszym tytułem firmy, który pochłonął mnie w całości a wiele godzin.

  • Piotr Rafałowicz

    Jestem maniakiem horrorów i zombie, już dawno się z tym pogodziłem. Od dzieciństwa ogarnia mnie niemalże masochistyczna potrzeba zanurzania się w mrocznych, krwawych filmach, w których zgniłe, odrażające żywe trupy maszerują przez świat swym upiornie żółwim tempem, rzucając się na każdego w kim tkwi choćby iskierka życia, pożerając go, a w szczególności wgryzając się w jego mózg. Brzydzi mnie, gdy widzę jak czerwona ciekła papka ścieka im wtedy po brodach, ciarki przechodzą mi po plecach, gdy słyszę ten nienawistny pomruk, jakim obdarzają stygnące właśnie truchło, które za parę minut zamieni się w jednego z nich – nieumarłego brata. Dlatego euforycznie reagują na każdą wieść o produkowanym właśnie filmie z żywymi trupami w roli głównej, skaczę z radości, gdy na światło dzienne wychodzi kolejna gra, w której sam muszę stanąć na przeciw hordom nieumarłych. Z nieukrywaną radością przed paroma miesiącami przyjąłem pod swój dach horror akcji co się zowie „Killing Floor 2” – wydany oczywiście przez Techland – będący tym co dla mnie w tym gatunku najlepsze: strzelanką, która każe mi walczyć o życie wśród setek, jeśli nie tysięcy, głodnych, zgniłych, obrzydliwych nieumarłych, czyli stworów towarzyszących mi od dzieciństwa („Noc żywych trupów” to moja miłość, a włoskie zombie movies to moje namiętne
    kochanki) w drodze przez popkulturę. Uwielbiam takie odmóżdżacze, gdzie jedynym zmartwieniem jest to, czy za rogiem znajdę kolejny magazynek, by móc czym rozłupywać trupie łepetyny maszerujące na mnie z każdej strony. Czuję się wtedy jak antyterrorysta Peter (znamienne, że
    naprawdę mam na imię Piotrek, hehe) ze „Świtu żywych trupów”, który urodził się właśnie po to, by wstąpić do policji i stawić czoła stworom, dla których zabrakło miejsca w piekle – gry FPS takie jak „Killing Floor 2” są przy tym o tyle łaskawsze, że dają praktycznie nieograniczoną możliwość sieczki, bez potrzeby martwienia się o dostępność broni czy amunicji. W filmie bohaterowie nie mieli już tak łatwo. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, iż wymieniona gra nie jest żadnym kamieniem milowym gatunku, nie stanowi najstraszniejszego interaktywnego przeżycia, nie jest żadną ambitną próbą połączenia różnych gatunków – to po prostu czysta, staroszkolna wyrzynka, gdzie otoczeni przez zombiaki musimy bronić się i atakować, aż wokół zaroi się od całkowicie martwej padliny. Za tą właśnie prostotę bardzo ją cenię – po ciężkim dniu, gdy stęskniony za zgniłkami odpalam „Killing Floor 2” wiem, że nie zawiedzie mnie w żadnym calu. Zapewnia to, czego oczekuję i za co pokochałem horrory – za ponury szmer martwych stóp dobiegający zza pleców, za hordy nieumarłych rzucające się do gardła, za ich obrzydliwy, obleśny wygląd, jaki zapamiętałem z dzieciństwa. Daje mi jednak coś więcej niż tamte horrory – możliwość odpłacenia pięknym za nadobne, pokazania, że mały chłopiec dawno dorósł i nie zawaha się użyć ciężkiej artylerii, by na powrót zapełnić piekło zbiegłymi duszami, którym George A. Romero dał parę dekad temu zbyt dużo wolności.

  • John Doe

    Mam ogromny sentyment do „Call of Juarez: Więzy Krwi”. To jeden z najlepszych tytułów osadzonych w stylistyce westernów. Gra w momencie premiery śmiało konkurowała z produkcjami światowych studiów. Tytuł do dzisiaj broni się dzielnie, pomimo upływu kilku lat. Gra jest przesiąknięta ogromem akcji z fantastycznym klimatem, który wylewa się z ekranu. Pojedynki z rewolwerowcami oraz system osłon są prima sort. Muzyka jest świetna, podkreśla wydarzenia na ekranie i buduje klimat. Gra miała swoje małe wady takie jak: animacja postacji, krótka opowieść czy drobre błędy techniczne. Jeśli Techland będzie wróci do marki Call of Juarez w przyszłości – nie omieszkam sprawdzić takowej produkcji.
    gfk0109@gmail.com

  • Phobos

    najlepszą grą były dead island Riptide które przeszedłem 2 razy no i Dead Island, osobiscie przeszedłem ją koło 15 razy a w zakończeniu gry brałem udział koło 25 razy
    czemu były najlepsze?
    a co jest lepsze od chodzenia jako wielki skoksowany mużyn i rozwalaniu, rozczłąkowywaniu, rozjeżdżaniu,wysadzaniu,rażeniu prądem, podpalaniu , rozstrzeliwaniu i zrzucaniu z dużych wysokosci

    zombiaków?
    przypuszczam że dying light jest tak samo kozackie ale nie miałem okazji zagrać (grałem tylko z 10 minut na PGA 2015 [chyba 2015])