Expeditions: Viking – graliśmy w wersję przedpremierową

| @Kasjan_Nowak | | Przeczytasz w 5 min.

Studio Logic Artists stworzyło w 2013 roku Expeditions: Conquistador – produkcję, która została szybko zapomniana, co jest trochę smutne, zważywszy na to jak niezłym tytułem była. Na szczęście, studio z Danii postanowiło wziąć się za kolejny projekt i pójść wstecz…w realiach historycznych rzecz jasna. Kolejne Expeditions nie skupia się już na konkwistadorach i kolonizacji Ameryki Łacińskiej, a na wikingach.

Powiedzmy sobie jasno – wikingowie to dobry materiał na grę. Zwłaszcza na RPGa z turowym systemem walki i elementami strategii, bo tym właśnie jest Expeditions: Viking. Dzięki uprzejmości developerów mogliśmy zagrać w wersję przedpremierową – wersja finalna planowana jest na końcówkę tego kwartału, zatem do premiery jeszcze trochę czasu.

Przygoda, która nas czeka jest całkiem niezła – historia skupia się na synie zmarłego przywódcy nordyckiego klanu. Tym dzieckiem jesteśmy my i od razu mamy pełne ręce roboty. Głównie dlatego, że z racji braku naszego doświadczenia i kontrowersyjnych działań ojca, musimy udowodnić swoją wartość. Pierwsze godziny gry spędzimy na odpieraniu ataków przybyszów z innych ziem oraz na zbieraniu drużyny na wyprawę do Brytanii. Niektórzy towarzysze są z nami od początku, innych możemy zwerbować lub nawet stworzyć. Przy tworzeniu protagonistów rozdajemy różne punkty do konkretnych statystyk – nie zabrakło tutaj klasycznych rozwiązań. Jednak drugą pulę punktów wydajemy na zdolności takie jak posługiwanie się bronią (każdy kolejny poziom to większe obrażenia z danego oręża), specjalne ataki, umiejętności pasywne itd.

Expeditions: Viking cechuje się tym, że wyborów jest w nim całkiem sporo. Niektóre tylko na pozór wydaja się mało złożone – jak np. te, czy atakować przeciwnika z zaskoczenia, czy jednak wyjść naprzeciw i stanąć jak równy z równym. Zdarzają się sytuacje, w których można spróbować odpuścić walkę, co czasem, w związku z dosyć wysokim poziomem trudności potyczek, ma sens. W danym fragmencie gry wystąpiło wiele ciekawych zadań pobocznych, dzięki którym szybko polubiłem Expeditions: Viking. Choćby przyjście do „znajomego” naszego ojca na ucztę, podczas której jeden z naszych towarzyszy oznajmia nam, że „znajomy” chce nas otruć. Wiele jest dróg do rozwiązania tej sytuacji, jak np. zamiana trunków. Prędzej czy później dochodzi do walki, ale dzięki pewnym decyzjom możemy mieć w walce spory handicap.

Za bardzo nie spoilerujmy – skupmy się zatem na kolejnych aspektach gry. Dane nam będzie poruszać się po mapie świata na której znajdują się lokacje związane z fabułą oraz obozy. Niektóre z nich trzeba odbić spod panowania bandytów, czy też nawet wilków. Rozbijanie obozowisk to istotna sprawa – służą zarówno do leczenia naszych wojowników, regeneracji, polowania, ale również np. do craftowania. W zależności od umiejętności danych bohaterów, możemy podczas obozowiska rozdzielić im zadania do wykonania. Mamy do dyspozycji 4 tury po 2 godziny, więc jednemu z wikingów każemy w pierwszych dwóch turach spać, a potem stać na warcie, innemu iść na polowanie, a kolejnemu uleczyć rannego. Sprawdza się to znakomicie, zwłaszcza, gdy bohaterów jest już więcej. Jednym obozowiskiem jesteśmy wykonać wiele czynności i przygotować się do jakieś walki.

Walka to sprawdzone rozwiązania – każdy bohater podczas swojej tury może wykonać dwie akcje – czyli w jednej doskoczyć do przeciwnika, a w kolejnej go uderzyć. Potyczka rozgrywa się na sześciokątnych polach, a w naszej ekipie może być nawet do siedmiu bohaterów, choć czasem zdarza się, że w wyniku fabularnych wypadków jest ich więcej.

Expeditions: Viking ma swój trochę ponury, ale jednak zasysający od razu, klimat. Może ta ponurość wynika z tego, że nie jest to średniowiecze okraszone fantasy, jak to bywa w zwyczaju, a trzymające się tylko ludzkich sfer. Czego nie mam absolutnie twórcom za złe, wręcz przeciwnie – zdecydowanie wolę takiego RPG – bez smoków, elfów, czy innych goblinów. Expeditions: Viking szybko przypadło mi do gustu również dzięki świetnemu udźwiękowieniu – muzyka jest bardzo przyjemna dla uszu.

Jeśli coś mogło troszkę mnie rozczarować to chyba walka – choć sama czerpie z tej klasyki gatunku to nie jest aż tak genialna jak w nich. Zabrakło mi również możliwości rozstawienia swoich bohaterów przed potyczką. Dlaczego takie to ważne dla mnie? Nasi protagoniści ustawiali się dowolnie, dzięki czemu traciłem możliwość jakiegokolwiek manewru taktycznego przed pierwszą turą. To po prostu ułatwiłoby sprawę, zwłaszcza, że bywało kilkukrotnie tak, że lokacja w której walczyłem była bardzo mała i niektóre postacie się blokowały. Musiałem np. przesuwać łucznika, będącego z przodu gdziekolwiek, by umożliwić ruch wojownikowi – co kosztowało mnie oczywiście jedną turę tych bohaterów.

Nie zmienia to jednak faktu, że na tym etapie Expeditions: Viking to bardzo solidna produkcja. Miałem tę grę bardzo wysoko na swojej liście najbardziej pożądanych gier tego roku. Po kilku godzinach spędzonych z początkiem historii wikingów – mam wielką ochotę na jeszcze. Expeditions: Viking to tytuł, który na zestawieniu najlepszych tegorocznych RPGów, miejsce będzie miał zapewnione!

Co się podoba?

  • klimat
  • historia (główny wątek i misje poboczne)
  • towarzysze
  • zarządzanie obozowiskiem

Co się nie podoba?

  • Drobnostki związane z walką