Wrażenia z dema Resident Evil 7

Za kilkanaście dni swoją premierę będzie miała siódma odsłona legendarnego cyklu Resident Evil 7. Z tej okazji postanowiłem rzucić okiem na wersję demonstracyjną tego tytułu. Czy najbardziej rozpoznawalny straszak powróci do łask graczy? Czy może jak w przypadku RE6 wszyscy będziemy zawiedzeni?

Do Resident Evil 7 podchodziłem trochę sceptycznie. Pierwsze trailery i demko nie specjalnie mnie zainteresowały. Było to trochę dziwne bo fanem serii jestem od lat. Czułem jednak, że zamiast kontynuacji cyklu Biohazard otrzymujemy kolejnego klona P.T. Przynajmniej takie wrażenie miałem po obejrzeniu wszystkich materiałów promujących ten tytuł. Przełamałem się jednak i po ograniu pecetowej edycji demka zmieniłem swoje zdanie na temat tej gry.

Materiał demonstracyjny Resident Evil 7 prezentuje nam odrobinę fabuły gry. Wycinek zabawy porzuca specjalnych agentów prezydenta i członków S.T.A.R.S./BSAA. Teraz w grze wcielamy się operatora kamery pracującego dla jakiegoś lipnego show o duchach i nawiedzonych domach. Wraz z dwoma kompanami włamujemy się na teren posesji, gdzie doszło do jakiejś tragedii. Opuszczone miejsce nie prezentuje się zbyt dobrze. Wszędzie biegają robale, na stole leży spleśniałe jedzenie a deski pokryte są grzybiczymi naroślami. Po chwili zwiedzania budowli zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Finałem jest tutaj sekwencja rodem z kultowego Blair Witch Project. Obok tego mamy jeszcze naszego bohatera starającego się wydostać z przeklętej posiadłości. Całość nie prezentuje nic rewolucyjnego i bez logo gry na ekranie tytułowym można by pomylić to demo z jakimś innym horrorem.

Trudno po 15 minutach gameplayu i kilku chwilach w VR osądzać jak będzie wyglądała fabuła tej produkcji. Zdaje się że zgodnie z normami obecnych horrorów wcielmy się w postać nie przygotowaną na stojące przed nią wyzwania. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie kiedy zauważyłem, że moja postać zamiast giwery ma w rękach kamerę. Nasz bohater zaczyna grę bez broni. Wiemy jednak, że w grze pojawią się pukawki (jedną z nich da się zdobyć w demku). Liczę więc na powrót do początków survival horroru i przymus oszczędzania amunicji. Przyznam jednak, że obawiam się trochę tego, że twórcy zapatrzyli się za bardzo na produkcje takie jak Outlast i Emily Wants to Play.

Gameplay tego tytułu wpisuje się w standard gatunku. Mamy trochę łażenia i rozwiązywania zagadek niczym w jakimś symulatorze chodzenia. Nie obejdzie się szperania i szukanie sekretów w zakamarkach rezydencji. Do tego dochodzi masa oskryptowanych straszydeł, a to jakiś duch pojawi się na ułamek sekundy na schodach, a to usłyszymy jakiś niepokojący dźwięk. Nie zauważyłem nic wyróżniającego się z reszty gier tego typu. Przemierzaniu chałupki towarzyszy odpowiednia atmosfera. Dzięki temu jesteśmy zdecydowanie bardziej zaangażowani w to co dzieje się na ekranie.

Resident Evil 7 prezentuje się naprawdę dobrze. Na stosunkowo mocnym piecu gierka śmiga i wygląda świetnie. Lokacja po której się poruszamy swoim rozmiarem przypomina domek z P.T. Zapewne dzięki temu gra prezentuje się lepiej niż wszystkie inne pierwszoosobowe straszaki. Domek wygląda obskurnie co odpowiednio buduje klimat. Pełno obleśnych rzeczy wala się po tym mieszkaniu i wszystko wygląda na mocno zaniedbane. Szkoda że technologia Smell-o-Vision się nie przyjęła. Mogłem tylko wyobrażać sobie okropny smród zgnilizny jaki czuje bohater gry.

Najnowsza odsłona cyklu Biohazard to kolejna rewolucja w gameplayu. Po zdecydowanym zwiększeniu nacisku na akcję w Resident Evil 4, 5 i 6 mamy powrót do straszenia. Oczywiście teraz groza podana jest w formie przypominającej „YouTube’owe straszaki”. Mamy więc akcję prowadzoną z perspektywy pierwszoosobowej. Do tego sporo łażenia obok nagle przewracających się przedmiotów. Wszystkiemu towarzyszy budująca napięcie muzyka. Naśmiewam się trochę z tego typu rozgrywki. Wynika to z tego, że osobiście preferuje klasyczne survival horrory. Jasne, że można tutaj zrobić coś ciekawego, a najlepszym przykładem na olbrzymi potencjał nowej szkoły straszenia było demko Silent Hills. Prosty paten z nieskończonym łażeniem po tych samych korytarzach okazał się czymś emocjonującym. Zazwyczaj jednak twórcy idą na łatwiznę i dostajemy głupią maszkarę, która ma nas od czasu do czasu ganiać. Oby ekipa z Capcom poszła tą samą drogą, którą zmierzał projekt Kojimy.

Kwestia nowego stylu rozgrywki jest dla mnie dość kontrowersyjna. Na dzień dzisiejszy tytuł ten nawet w najmniejszym stopniu nie przypomina Resident Evil. Inaczej, Resident Evil 7 prędzej przywodzi mi na myśl produkcje takie jak P.T czy Outlast. Może to efekt pierwszoosobowej kamery. Cykl Biohazard doczekał się gier FPP ale były to raczej light gun shootery i czerpały one garściami z dorobku normalnych odsłon serii. Tutaj mamy nawiedzony dom i fabułę (dema) przypominającą horrory typu found footage jak REC. Z początku trudno było mi połączyć ze sobą nazwę gry z tym co widziałem na ekranie. Kiedy jednak zdałem sobie sprawę, że cykl Capcom już dawno temu przestał trzymać się jednej formuły, to mogłem spokojnie cieszyć się z rozgrywki.

Tradycyjnie nie zostałem wystraszony nawet w najmniejszym stopniu. Wynika to raczej z tego, że straszenie w filmach i grach przestało na mnie działać i jedynie gore w stylu podcinania ścięgna z filmu Hostel jest w stanie mnie ruszyć. Demko miało jednak interesujący klimat i historia powalonej rodziny mocno mnie zaintrygowała.

Tak naprawdę to nie mogę mieć do Capcom pretensji o to czym Resident Evil 7 jest. Przecież byłem w grupie osób wylewających pomyje na 6. Pisałem wtedy o bankructwie marki i rozwodziłem się nad tym jakie kroki należy poczynić by przywrócić Biohazard do pierwszej ligi gier wideo. Resident Evil w wersji „straszaków z YouTube” jest posunięciem właśnie w tym kierunku. Nie wiem czy obecna forma wystarczy do tego by gra stała się megahitem. Jestem jednak pewien że z chęcią zagram w ten tytuł. Nawet jeśli nie jest to już mój Resident. Zwłaszcza, że mój Resident Evil odszedł w zapomnienie jakieś 15 lat temu i od tego czasu nie doczekaliśmy się genialnej gry z tej serii jaką była rewolucyjna czwórka. Dlatego trzymam kciuki za nadchodzący na dniach tytuł. Może Capocom w jakiś sposób po raz kolejny zmieni oblicze strachu?

Co o tym myślisz? Wyraź swoje zdanie - zostaw komentarz

Autor: Tomek Piotrowski

Źródło:


GAMERWEB W TELEFONIE

Informacje o grach PS4, XONE, PC

Gamerweb to portal o grach istniejący od 2014 roku.

Śledź nas za pomocą telefonu lub tabletu. W aplikacji znajdziesz bieżące informacje ze świata gier: recenzje, newsy, zwiastuny, cosplay, zapowiedzi. Piszemy o Nintendo Switch, PlayStation 4, Xbox One, grach PC i wielu innych platformach...

TWEETS

Usługa EA Access wzbogaci się o kolejną grę - https://t.co/0OjU8dRwEk @eapolska
Deals with Gold - Grand Theft Auto V, Forza, Call of Duty - https://t.co/gjpI9azcfV
NieR: Automata - trofea zostały ujawnione - https://t.co/9WRlpP3Te4