Narzegracz: O tym jak straciłem zaufanie do deweloperów i wydawców

Podobno definicją szaleństwa jest powtarzanie tych samych czynności, w nadziei, na otrzymanie innych rezultatów. Jeśli to prawda to czekam na mój kaftan bezpieczeństwa i garść kolorowych pigułek. Prawie dwa lata temu napisałem artykuł o tym, że nie należy ufać usłudze Early Access. Wczesny dostęp do gier to zawsze trochę ryzykowna sprawa i przestrzegałem przed ślepym ufaniem w możliwość/chęć twórców do ukończenia tych projektów za które się zabierają. Nigdy bym nie pomyślał o tym, że któregoś dnia sam zostanę nabity w butelkę.

Od czasu do czasu słyszymy o tym, że gracze inwestujący w dany tytuł przed jego premierą zostają w ten czy inny sposób wykiwani. Czy to chodzi o Ark, które mimo tego, że nie jest ukończone oferuje nam zakup rozszerzenia czy też Kickstartery, których twórcy znikają z powierzchni ziemi jak tylko zbiorą pieniądze. Zagrożenia czyhają na nas na każdym kroku i musimy liczyć na swój zdrowy rozsądek i deweloperów uczciwszych niż Peter Molyneux. (Impulsem do napisania oryginalnego tekstu na ten temat była afera z 22Cans i przekręt związany z grą Godus)

peter-molyneux-22cans

Teraz pora przejść do meritum sprawy czyli mojego kontaktu ze Smash+Grab. Była to produkcja studia United Front Games. Ekipa odpowiadająca za genialne Sleeping Dogs zdecydowała się na pójście w stronę multiplayerowego online z odrobiną Moby. Nie jestem olbrzymim fanem tego typu gier, ale tematyka produkcji plus odpowiedzialny za nią deweloper zachęciły mnie do dania Smash+Grab szansy. Pograłem w produkcję kilka godzin i postanowiłem napisać o niej tekst. Coś w formie recenzji tego co zaoferowano nam w Early Access. Ogólnie miałem o tym tytule dobre zdanie, ale w tekście zawarłem kilka uwag takich jak:

Smash+Grab to naprawdę interesujący tytuł, który ma olbrzymi potencjał. Pytaniem pozostaje to czy warto się w niego zaopatrzyć jeszcze w fazie Early Access? Mimo mojej olbrzymiej sympatii do tej produkcji nie jestem przekonany czy inwestowanie w grę w obecnej fazie rozwoju ma sens. Na dzień dzisiejszy Smash+Grab to takie demko przy którym można trochę posiedzieć. Niestety tylko jedna mapa i jeden tryb rozgrywki (w który ktokolwiek gra) to trochę za mało w sytuacji, gdy drzewka rozwoju postaci są nieukończone. Wszystkiego jest po prostu zbyt mało by starczyło nam na więcej niż 6 godziny rozgrywki (no chyba że ktoś jest fanatykiem MOBA). Sytuacja ta zapewne będzie zmieniać się z czasem i kolejne elementy rozgrywki zostaną rozbudowane. Na dzień dzisiejszy radziłbym wstrzymać się z zakupem. Po pierwsze jest to gra tylko online i jej żywotność uzależniona będzie od tego jak bardzo będzie ona popularna. Po drugie to co jest obecnie dostępne to trochę mało w porównaniu do większości Free to Play i innych gierek nastawionych na multiplayer online. Radzę jednak dodać ten tytuł do swojej wishlisty Steam i zainteresować się nim bliżej premiery.

sandg_screen_4

Mniej więcej w tydzień po publikacji tekstu na temat gry dostałem dość niespodziewanego maila od kogoś odpowiedzialnego za promocję gry. Zostałem poinformowany o planowanym darmowym weekendzie na Steam i akcji, mającej na celu zachęcenie youtuberów do reklamowania gry. Pomyślałem, że to całkiem fajny pomysł i wróciłem do robienia innych rzeczy. Nagle w poniedziałek czytam na jakiś forum informację o tym, że United Front Games przestało istnieć. Wydało mi się to jakimś żartem bo przecież studio kilkanaście dni wcześniej wydało wczesną wersję swojej nowej gry i dopiero co skończyło z darmowym weekendem tego tytułu. Szybko okazało się, że koniec studia jest prawdą i prace na Smash+Grab zostają zaprzestane. Przez sekundę szkoda było mi ludzi, którzy stracili pracę. Potem zainteresowałem się tym co stanie się z graczami, którzy zakupili ten tytuł.

Aby jeszcze bardziej nie wydłużać historii powiem, że według Valve nic się nie stało. To że niedokończona gra online znika ze sklepu i w przeciągu kilku dni straci wszystkie serwery nie jest problemem Gabena i spółki. Próby zwrotu Smash+Grab poprzez system refundacji Steam były z automatu odrzucane. Szybko okazało się, że artykuł PC Gamera na temat tego, że Valve nie przykłada zbyt wielkiej uwagi do jakości Early Access i kompletnie nie interesuje się ochroną klienta jest prawdą. Wtedy pierwszy raz poczułem się jak osoba po chamsku oszukana i olana przez rzekomych policjantów. Niby to wydatek „tylko” kilkudziesięciu złotych, ale bycie postawionym w pozycji frajera bez jakichkolwiek praw, bardzo boli.

Na szczęście United Front Games wyszło z tej sytuacji z twarzą. Po mniej więcej tygodniu od informacji o upadłości studia, na forum gry pojawił się post na temat zwrotów. Osoby które zakupiły ten tytuł na Steam mogą starać się o odzyskanie wydanej kasy nawet jeśli spędziły w grze więcej niż 2 godziny na jakie pozwala regulamin Valve. Jest to rozwiązanie dalekie od ideału ale przynajmniej ten deweloper nie ucieka z naszą kasą i daje nam znać o stanie rzeczy jaki ma miejsce. Pokazuje ono też słabość całego systemu. Dopiero na prośbę United Front Games uruchomiono nadzwyczajny tryb refundacji. Bez tego elementu gracze byliby pozostawieni z ręką w nocniku.

Finał całej historii ze Smash+Grab jest nauczką na przyszłość. Problemem jest to, że nie do końca wiem jaka jest to nauczka. Jedyne co przychodzi mi do głowy to myśl o tym, jak bardzo jesteśmy jako gracze uwaleni. Ewentualnie to, że naprawdę nie można ufać nikomu odpowiedzialnemu za tworzenie elektronicznej rozrywki.

Te ostatnie myśli są wynikiem pewnego zbiegu okoliczności. Mniej więcej w tym samym czasie co całe zamieszanie z Smash+Grab dotarła do mnie informacja na temat innej gierki, która znajdowała się w moim posiadaniu. W niecałe 7 miesięcy od swojej premiery, Dead Star (sieciowy shooter z PS4) zamyka swoje serwery. Jako, że jest to produkcja multiplayer, gracze zainteresowani dalszą zabawą mogą jedynie pocałować klamkę. Zdarzenie tego typu nie jest niczym nowym. O zamykaniu serwerów i kończeniu życia przez sieciowe produkcje słyszałem już za czasów PlayStation 2. Jednak dopiero teraz zdałem sobie sprawę z sytuacji w jakiej się znajdujemy.

deadstarmaxresdefault

Jako gracze naprawdę jesteśmy zdani na łaskę deweloperów, wydawców i właścicieli platform z których korzystamy do grania. To od ich dobrej woli zależy czy i jak długo możemy grać w produkcje, za które zapłaciliśmy. Możemy zostać oszukani przez jakaś produkcję wydaną w Early Access lub nawet poza nim, a dzięki zapisom w swoim regulaminie Valve może się na nas wypiąć i podetrzeć się do niedawna jeszcze naszą kasą. Podobnie jest z Sony, Microsoftem i jakąkolwiek inną większą firmą. Jakby tego było mało, z roku na rok wzrasta ilość gier posiadanych przez nas w formie cyfrowej. Oznacza to, że w przyszłości nie będę nawet miał durnego pudełka od gierki, która z jakiegoś powodu przestanie istnieć. Już teraz pilnuję żeby przez przypadek nie wykasować z dysku dema P.T. Jeśli w przyszłości będę musiał trzymać kopie każdej posiadanej przez siebie gry tylko po to by mieć dowód, że kiedyś dany tytuł istniał, to do końca wyłysieje.

Tym ostatnim fragmentem nieźle zboczyłem z tematu jakim miało być wyżalanie się na temat Smash+Grab. Jednak wszystko to otworzyło moje oczy na nowe problemy, zmartwienia i jeszcze więcej tematów do narzekania. Teraz zabieram się do pobierania mojej kolekcji steamowych gierek i zrzucania ich na dyski zewnętrzne. Szkoda że człowiek może ufać tylko sobie i GOG.

Co o tym myślisz? Wyraź swoje zdanie - zostaw komentarz
Zdjęcie profilowe Tomek Piotrowski

Autor: Tomek Piotrowski

Źródło:


Dyskusja

Komentarzy ( 3 )

  1. Online napisał(a):

    1

    0

    Takie czasy. Większość gier nastawiona na multi za kilka lat będzie po prostu niepotrzebnym pudełkiem, które tylko wygląda ładnie na półce. Np. Destiny, Star Wars: Battlefront, nowy Need for Speed. W te gry bez neta nie da się pograć. Kupujesz gierkę, do tego DLC by być na bieżąco i jakieś płatne dopalacze, emotki, a po 2-3 latach nic z tym nie zrobisz. Pozostaje mieć nadzieje, że zainwestowane pieniądze były świetną zabawą.

    • Chełmbit napisał(a):

      1

      0

      Dokładnie. Ta generacja pod względem online to czysty obłęd. Mało tego kupujesz gre na płycie, a po jej włożeniu musisz pobrać 30 GB danych. Nośnik fizyczny stał się tylko iluzją posiadania gry na własność.

      • Felek napisał(a):

        0

        0

        Zwłaszcza że gra na STEAM nie jest Twoją własnością.
        Ty płacisz tylko za MOŻLIWOŚĆ korzystania z niej.
        Mimo swoich wad, to Origin też jest jakimś wyjściem. Bo pozwala na przechowywanie instalatorów gier offline.

Zostaw swój komentarz

GAMERWEB W TELEFONIE

Informacje o grach PS4, XONE, PC

Śledź nas za pomocą telefonu lub tabletu. W aplikacji znajdziesz bieżące informacje ze świata gier: recenzje, newsy, zwiastuny, cosplay, zapowiedzi. Piszemy o PlayStation 3, PlayStation 4, Xbox One, Xbox 360, grach PC i wielu innych platformach...

Tematy na topie:

TWEETS

Resident Evil 7 w wersji Steam za około 120 zł - https://t.co/Zy7ZgqIsbr https://t.co/T0dbt9vYNo
Pierwszy zwiastun do filmu Girlfriend’s day - https://t.co/TUVgz8zERb @NetflixPL https://t.co/eso8Sm1spv
Perception - kolejny mroczny horror na PlayStation 4 - https://t.co/l46G0KCPdN @TheDeepEndGames https://t.co/LMwf9sUBJv