Dead Rising 4 – wrażenia z dema udostępnionego na PGA 2016 – Xbox One

| @DStefanski | | Przeczytasz w 3 min.

Na Poznań Game Arena 2016 Microsoft wystawił kilka Xboxów One z odpalonym demkiem Dead Rising 4. Tłoków w pierwszy dzień nie było, dlatego mogłem zagrać kilka partii w gierkę Capcomu. W najnowszej odsłonie znów wcielamy się w protoplastę serii – fotografa Franka Westema. Frank ma pecha, bo znowu znajduje się w centrum wielkiej epidemii, która ogarnęła miasto Willamette w stanie Kolorado.

Tym razem mamy dostać olbrzymi otwarty świat, po którym można swobodnie podróżować. Demko pozwalało grać przez 11 minut po czym się restartowało. Czas ten pozwolił mi pomłócić kilkaset zombiaków stłoczonych na ulicach miasta. Podobnie jak wcześniej otrzymujemy najróżniejsze śmiercionośne zabawki. Przedmiotów którymi możemy tłuc wszystkich dookoła jest naprawdę wiele np. elektryczny topór, kusza z wybuchającymi racami, karabiny, kije bejsbolowe. Nie zabraknie również bardziej futurystycznych wynalazków jak egzoszkielet, który pozwala rozrywać zombiaki na kawałki, wyrywać parkomaty i podnosić ciężkie przedmioty. Oczywiście fani bardziej oryginalnych przedmiotów mogą używać laptopów, klawiatur czy rękawic bokserskich. Nieźle działał spray z ciekłym azotem. Można nim zamrażać zombiaki a następnie kopniakiem rozwalać je  na kawałki. Fani motoryzacji ucieszą się z faktu możliwości prowadzenia różnych śmiercionośnych pojazdów. Gokart rażący prądem to istny czołg na hordy umarlaków.

Nowa generacja to znacznie większa ilość wrogów na ekranie. Zgniłego mięsa jest sporo, ale nie stanowi ono zbyt dużego wyzwania. W czasie dema spotkałem jednego bardziej wymagającego przeciwnika – żołnierza z miotaczem ognia. Fani Dying Light nie koniecznie mogą odnaleźć się w tej produkcji. W grze wrocławskiego Techlandu nawet kilka zombiaków w odpowiedniej chwili mogło być zagrożeniem. W Dead Rising 4 zwykłych umarlaków młóci się bajecznie prosto. Frak się nie męczy, a amunicji i środków do rozwałki jest sporo. Na pewno wraz z postępem fabularnym będzie rósł poziom trudności, ale by to ocenić trzeba poczekać na finalną wersje gry. W czasie udostępnionej rozgrywki wykonywało się misję polegającą na zbieraniu dowodów. Oczywiście Frank jako rasowy fotograf, tworzył dokumentację za pomocą lustrzanki.

Gra potrafi odstresować i rozbawić, ale demo w gruncie rzeczy było samą młócką. Młócka choć miodna, może szybko się znudzi. Pozostaje trzymać kciuki za twórców produkcji, by stworzyli ciekawą wciągającą fabułę i liczne urozmaicone zadania. Inaczej tytuł skończy z ocenami na poziomie Mafii III. Jestem trochę przerażony grafiką i mam nadzieje, że była to wina kiepskich monitorów lub wczesnego etapu produkcji. Produkcja wyglądała jakby nie miała antyaliasingu (krawędzie były poszarpanie), a obraz był wyświetlany w rozdzielczości 720p. Jeśli zaś chodzi o płynność animacji, to jest całkiem nieźle. Choć zombiaków choć była cała masa, to nie zauważyłem rażącego gubienia klatek.  Screeny załączone poniżej  pochodzą ze strony producenta i wyglądają jakby z innej gry ;)

Dead Rising 4 zadebiutuje 6 grudnia na konsoli Xbox One i PC. Mimo małych obaw dotyczących fabuły i oprawy graficznej i tak nie mogę się doczekać pełnych przygód Franka Westema.